czwartek, 14 stycznia 2016

Eiskusschen Eiskonfekt - Lodowe cukierki

Przechadzając się z mamuśką po Kaufie, natknęłyśmy się na trzy metalowe kosze(?), każdy wypełniony resztkami serii świątecznych produktów, oczywiście w atrakcyjnej cenie.
 "O! To te czekoladki, które przywoził mi wujek X, prawdziwe niemieckie czekoladki! Pamiętam. Ale one były wstrętne. Kupię Ci je."  - ale.. - "Ja ci je kupię, na pewno, biorę je" - no, jak chcesz.. 
Jak widać do gadania miałam nie wiele, miałam za to w głowie "wstrętne, wstrętne, wstrętne" - ehh, dzięki mamo. 
"Podarunek" oczywiście przyjęłam, jak zwykle włożyłam do pudła i kazałam czekać. Nie długo, sporo było pyszności na blogu, to czas na przeciwieństwo, jak będzie straszne to nie zjem, przecież nie muszę, oddam komuś. 

UWAGA: mnóstwo powtórzeń słów takich jak: miękki, tłusty, dziwny - w odpowiednich formach. 


Czekoladki zapakowane zostały w przeźroczysty, workowy rożek, kilka śnieżynek i mamy świąteczno - zimową edycję. W środku znajdziemy 17 kostek, grubych, ale niedużych, takich na dwa gryzy, zapakowanych oddzielnie.  Trzy kolory i trzy grafiki, za to smak jeden, dziwne :) Jak przystało na "cukierki lodowe", obrazki są zimne, Eskimos, pingwin na krze i ptak wśród padającego śniegu. No dobra, zdjęłam jeden z nich, zastałam widok przywodzący na myśl rarytas PRL-u, do tego chyba w sklepie trochę się rozpuściły, lekko zbielały, a boki wyglądają jak porośnięte pleśnią - mniam!
A zapach? Jakby go nie było, może to i lepiej, wszystko to przypominało mi, że podobno są wstrętne. 
Wzięłam nóż i zaczęłam działać. Wchodzi w czekoladkę miękko, jak w masło leżące poza lodówką dwie godziny, ona zaś przylepia się do zabójcy i kurczowo trzyma. 


Nie oczekiwałam nadzienia, trzeba jednak się dobrze przyjrzeć, aby dostrzec cienką warstwę u góry i grubości kartki kartki papieru na spodzie. "Czekolada" jest bardzo miękka, po co cudzysłów? Jest to wyrób czekoladopodobny, bardzo trudno go oddzielić i spróbować. Nieco mniej tłusta i nie tak gładka jak nadzienie, miałka, czuć kakao (bardziej niż w nadzieniu), ale jest to strasznie tanie i płytkie. Rozpuszcza się momentalnie, sekunda i znika, bez pożegnania, ale i bez żalu z mojej strony. 
Nadzienie/wnętrze/część konkretna, jest jeszcze miększa, ogromnie tłusta, gładka, ale zostawia "mąkę" na ustach i języku. Gorzkawe, aczkolwiek bardziej słodkie, czekoladowo - kakaowe, z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że nie wyczułam tu obiecywanego przez producenta, orzechowego smaku. Jeszcze raz tłuste, nieco margarynowe, rzeczywiście zimne, to dziwne, ale na języku czuć lekki, przedziwny chłód. 
Rozpuszcza się błyskawicznie, raczy nas swoim zaskakująco trudnym do określenia smakiem, nie robi błotka i znika. 


Drugą czekoladkę ugryzłam, było jeszcze gorzej. Wbiłam zęby jak w masło, miękkie masło, a siekacze się odcisnęły(?), nie wiem czy wiecie o co mi chodzi. Chciałam działać zębami, a ona i tak zaczynała się rozpuszczać, gładka, lekko gorzka, czekoladowa i wyczuwalnie (choć nie zaskakująco, imponująco, intensywnie) kakaowa i słodka, niestety jaki smak by nie był i tak mało zwracałam na to uwagę. Czułam, jakbym jadła masło, gryzła kostkę z maselniczki, wzbogaconą o czekoladowe smaki. 
Kostki są jednolite, podczas jedzenia niemożliwym jest wychwycenie otoczki, ciągną się i gną, sprawiają wrażenie zimnych, co zapewne było pożądane, nie wiem czy słusznie. Wystarczy potrzymać chwileczkę w palcach, zaczynają się topic i brudzić. 
Zdecydowanie lepiej sprawdza się roztapianie, wtedy nie czuć masakrycznej konsystencji, za to bardziej smak, słodki, czekoladowy, "pusty" i rodem z taniego kalendarza adwentowego. 

Przemilczę zdobywcę pierwszego miejsca w składzie. 
....
Nie wiem jak wy, ale ja słysząc cukierki lodowe mam przed oczami niebieskie opakowanie z miętowymi, dającymi uczucie zimna w buzi, landrynkami. CUKIERKI LODOWE z masy kakaowej, a wiecie dlaczego? Jak je jadłam, naprawę odczuwałam takie dziwne, lekkie zimno na języku, nie ma to jak "zimne mało/margaryna"! >.< A tak naprawdę to "nie ma to jak zimny, częściowo utwardzony tłuszcz kokosowy. 


Ocena: 2/6 (nie były niezjadliwe :))
Cena: 2.99
Gdzie Kupiłam: Kaufland
Kaloryczność: brak wartości odżywczych


31 komentarzy :

  1. mam identycznie, nie wystawiłabym 1 czemuś co da się zjeść i się po tym czymś nie zcheftowałam :D Ale co do lodowych cukierków... pierwsze słyszę! To całkowicie nowe dla mnie doświadczenie i choć wiem, że to nie było smaczne... dla samej świadomości jak smakują to bym zjadła :< Są takie rzeczy, które raz w życiu trzeba zjeść... i je do tego dopisuje! Zaraz obok ,,pańskiej skórki", ,,sajgonek", ,,wegeburgera" , raw słodyczy itp itd! Muszę je kiedyś dorwać :< Co to za metalowe kosze? Nie widziałam ich w kaufie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chodź, zostało jeszcze :D Miałam na myśli coś takiego http://wyprzedaz.megasam.info/670-large_default/kosz-wyprzeda%C5%BCowy-na-n%C3%B3%C5%BCkach-836390-cm-srebrny.jpg

      Usuń
    2. jak będą w lutym jak wrócę do domu, to masz moje słowo, że kupię :)

      Usuń
  2. Pamiętam je :) Nawet myślałam, żeby w tym roku zrobić sobie z nich powtórkę, ale stwierdziłam, że mam już za dużo słodyczy :) Z tego co pamiętam to są one tak niedobre, że aż fascynująco-wciągające ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam je, fffffffuuuuuuuujjjjjj :D One są dla mnie na -10/10, bo to po prostu tak, jak jeść kostkę margaryny :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem tak krytyczna, ale fakt są straszne :D

      Usuń
  4. Nie znałam i nie sprobuje. Tylko ja nie lubie masla? Nawet kanapki smaruje Almette. Maślane cukierki.... Fuj! :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masła nie jadłam już hoho, długo :DD

      Usuń
  5. Dzielna jesteś ,że je dla nas testowałaś:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak zobaczyłam tytuł, pomyślałam o znienawidzonych cukierkach lodowych do ssania (hard candies) w niebieskich opakowaniach. A tu niespodzianka, bo czekoladki. Niestety niespodzianka średnio udana, bo ich walory lepiej przemilczeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam nawet lubiłam takie landrynki lodowe :d

      Usuń
  7. Nigdy w życiu nie widziałam i nigdy w życiu nie tknę, nawet patykiem xd Ten tłuszcz utwardzony ;-;

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawe jak by je tak porównać z tymi co dzisiaj były na Czekosferze :) Bo tamte lubimy nawet czasem sobie zjeść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, właśnie czytałam, w środku (przynajmniej na zdjęciu) wyglądają zgoła inaczej.

      Usuń
  9. Zdecydowanie jestem na nie :D
    Konsystencja masła - fu!I jeszcze to pierwsze miejsce w składzie oraz wygląd po odpakowaniu... Nie zachęca :O Raczej lekko przeraża!

    OdpowiedzUsuń
  10. Widziałam je w sklepie ale nie spodziewałam się, że są aż tak niedobre.
    Co się stało z Twoim tłem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmiany :D
      Ale coś z nim nie tak? źle się wyświetla?

      Usuń
    2. hahha myślałam, że strony pomyliłam :D No no... starasz się :D <3

      Usuń
  11. Czy nie zastanowiła was nazwa "lodowe"? Chodzi o to,że te cukierki smakują wtedy, kiedy spędzą trochę czasu w lodówce. Wtedy należy je jeść. Tylko niestety tej informacji zabrakło na opakowaniu :-(
    A wiem to z doświadczenia. Miałam podobne wrażenia smakowe po spróbowaniu tej wstrętnej masy. Ale kiedyś paczkę tych cukierków dostały w prezencie moje dzieci i przyjrzałam się opisowi (to była wersja niemiecka, albo jeszcze inna).
    Po wyjęciu z lodówki smak się zupełnie zmienia! Powiem nawet,że nie mogłam się od nich oderwać...Czemu tak się dzieje, nie mam pojęcia. Ale polecam, spróbujcie :_)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem, myślałam nad tym, ale nie sądzę, że by je to uratowało. Jednak wezmę Twoją uwagę "do serca" i zmuszę się o powtórki jednego, a nóż coś się zmieni ;)

      Usuń
  12. Mam do tych cukierków ogromny sentyment ;) i pomimo wielu krytycznych uwag ... lubię je :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sentyment rządzi się swoimi prawami :D

      Usuń
  13. Odpowiedzi
    1. Haha, czyżby prezenty od babci i wujka? :D

      Usuń
  14. Co wy tak narzekacie? Przecież to bardzo dobre czekoladki!

    OdpowiedzUsuń
  15. Te czekoladki pamiętam z czasów dzieciństwa kiedy dostałam je w paczce z Niemiec. To był smak wielkiego świata, luksusu, prestiżu, zachodu ;) Kurcze, jak one mi wtedy smakowały ... A jaki szok wywołały wśród koleżanek. Ale w tamtych czasach takim samym prestiżem cieszyła się pomarańcza, banan, zegarek elektroniczny i walkman ( młodzi pewnie nawet nie wiedzą co to).

    OdpowiedzUsuń

Podobał Ci się wpis? Masz odmienne zdanie, a może jakieś rady? Chętnie posłucham wszystkiego i wszystkich z osobna. Będzie mi miło, gdy zostawicie ślad swojej obecności ;)