wtorek, 12 stycznia 2016

Nestle, Rolo

Witam w dzisiejszym, 150 poście :D Chyba nie sądziłam, że po pół roku będzie ich tyle :D 
Dziękuje, gdyby nie Wy, nie miałabym po co pisać ich więcej. Małe, malutkie sukcesy naprawdę cieszą, może kiedyś ta liczba wyda mi się śmieszna, a może nawet to kiedyś nie nastąpi, a bloga "porzucę" z dnia na dzień, cieszmy się więc z małych rzeczy :D
Tak naprawdę jeszcze nigdy nie pisałam dlaczego "Magia Cukru/CukierwCukrze", dlaczego nie coś głębszego, po prostu innego? . Ostatniego dnia czerwca stwierdziłam, że założę bloga (większe rozkminy i historia będą innym razem :D), siedziałam w fotelu, otworzyłam bloggera i trzeba było podać nazwę. Co jak co, ale nazwa to musi być. Będą słodycze, słodycze (jak sama nazwa wskazuje) są słodkie, słodkie są dzięki dodatku (dużej ilości) cukru. Niech będzie coś z cukrem, coś chwytliwego, nieźle wyglądającego, hmm. Może magia? Ale czego, niech będzie, Magia Cukru. Tylko dlaczego adres bloga jest inny? A no dlatego, że nie chciało mi zaakceptować magii cukru, musiało być coś z cukrem, no więc cukier w cukrze. Kolejne pytanie się nasuwa, dlaczego nie zmieniłam od razu nazwy.. Powiem całkiem szczerze, że nawet o tym nie pomyślałam :) Tak oto jest, bez namysłu, bez zastanawiania i wybierania spośród stu innych. 
A wy miałyście/mieliście wymyśloną nazwę już przed zakładaniem bloga, czy na spontana? :D


Produkt ten oczywiście przybył do mnie z Anglii, nie zapowiedziany, sama bym o niego nie poprosiła i sama raczej bym go nie kupiła. Leżał tak i leżał, któregoś dnia stwierdziłam, że jeśli nie teraz to będzie czekał, aż termin ważności dobiegnie końca. Niby nie wygląda źle, opakowanie przedstawia ładne cukierki(?), wypełnione półpłynnym karmelem, jednak obawiałam się ich. Przez opakowanie są kamiennie twarde, a ja nie lubię twardych mordoklejek. Pamiętam jak w podstawówce był szał na takie mega twarde, żujkowe, zalepiające krówki, na samą myśl mnie wzdryga. Albo "łamiszczęki", straszne. Mam uraz do takich rzeczy chyba dlatego, że jak miałam kilka lat żułam gumę, nie wiem dlaczego jej nie wyplułam, ale żułam ją tak długo, aż stała się twarda jak  kamień, a mnie strasznie bolała żuchwa. Nie o tym miało być. Wzięłam paczkę i poszłam na "stanowisko sesji"  (:D), czym prędzej otworzyłam opakowanie, tak aby nie było szansy na wycofanie się. 


Zastałam pół pustego opakowania, a w nim 24 dropsy(?), każdy z nich ważył od 5 do 6 gramów, co łącznie dało gramów 129, czyli nie wiele więcej niż zapowiadał producent. Są poszarzałe i tak jak się wydawało, twarde, pachną dziwnie, kakaowo, głównie czekoladą, jakby deserowo lecz także słodko, nieintensywnie. Bez większych problemów rozkroiłam jeden z nich, nóż spotkał się z oporem lecz łatwo sobie z nim poradził. Ujrzałam dużą ilość ciemno złocistego karmelu, otaczała go warstwa czekolady, po bokach i na spodzie grubości dość cienkiej, ale nie zasmucającej. Bardzo trudno ją oddzielić, co za tym idzie trudno spróbować, trzeba kroić cieniutkimi kawałeczkami Niemożliwym jest odłamać kawałek i zdjąć z niego karmel, lepi się od, przykleja gdzie może, w efekcie łamiąc część na jeszcze mniejsze odłamki. 


Na pewno nie jest przesłodzona, słodka owszem, jednak nie tak jak (na przykład) Milka, mleczna, również nie tak bardzo jak wyżej wymieniony wyrób, dziwna, naprawdę trudna. Twarda, aczkolwiek rozpuszcza się szybko, nieidealnie gładko i daje odnaleźć w sobie nutę kakao. Wnętrze, serce, punkt kulminacyjny to twór gęsty i klejący, zwarty, ciągnący, gładki i jeszcze raz lepki, oblepia wszystko czego się czepi, palce, talerz, włosy, a także sąsiadkę  wracającą z zakupami. Na początku wysuwa się słodycz, silna słodycz, nie sama, karmel zachował charakterystyczny, maślany smak, jednak zaraz akcja zmienia się i znów króluje silna słodycz, aż czuć to w gardle. Czekolada rozpuszczając się nie robi błotka, znika, szybko odsłania środek, który pod wpływem ciepła mięknie, układa się na języku, tworzy cienki, miękki, zwarty "plaster". Na końcu trochę oblepia zęby i stamtąd tak szybko się go nie pozbędziemy. 


Drugi guzik władowany do buzi wydaje się już ciut mniej słodki, lepiej go odebrałam. Mam tylko wrażenie, że te dwa elementy, połączone, gryzione,  wzajemnie się zabijają, czekolada zamiast zyskiwać staje się nijaka, a karmel zaskakująco słabo wyczuwalny. Dopiero gdy zostaje sam, lepi się do zębów, uwalnia swą piekielną słodycz, ciągnie i żuje. Całość razem jest co najmniej dziwna, karmel denerwujący, żuje się jak guma, niby mięknie, a nadal wydaje się być twardy, męczący, zwyczajnie denerwujący. Pewnie za sam smak byłoby nieco więcej,  piekielna słodycz dawała o sobie znać lecz to nie przeszkadzało tak bardzo, jak forma, konsystencja karmelu i powstające, dziwne połączenie smakowe. Nie przypadło mi to do gustu, jeśli lubicie mordoklejki tylko gęstsze i chyba twardsze, możecie spróbować, powinno przypaść wam do gustu. 


Ocena: 2.7/6
Kaloryczność: ---->


Z cyklu: "jak złapać konsumenta na duże opakowanie"
i kreatywna Daria
zagadka: Co to miało być? :D

22 komentarze :

  1. A ja zawsze bylam ciekawa, czemu nazwa taka bloga, i inny adres :) ale chwytliwe! No i gratualcje 150 postow,teraz zycze ci 1500 :)
    A slodycze smieszne, nie wodzialam ich wlondynie, a szkoda, bo kupilabym :)

    OdpowiedzUsuń
  2. hahaha, jak złapać klienta wymiatasz :D Mimo wszystkiego, i tak... bym tak spróbowała... Ty szczęściaro <3

    Gratuluję Ci ogromnie! Sama mam ok 150 postów, a dłużej prowadzę bloga, i wiem jakie to poświęcenie :) Brawo! :)

    Chwytliwa nazwa i od razu pokochałam :d Cukier w cukrze... co może być lepszego? :)

    Hahahaha co ja mogę powiedzieć o zarciu-zarelku-jedzonku... hmm... zrobiłam to chyba dla beki taką nazwę, albo z mojego pełnego miłości stosunku do jedzenia... Jakbym opowiadała np o swoim ukochanym np: Aleksander, Alek, Aluś :D Jak kiedyś zauważyłaś, trochę lubię zdrabniać xDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D
      Dziękuję :)
      Chwytliwa i od razu ją zapamiętałam :D Żarcie-żarełko-jedzonko, czy może być coś lepszego? :DD

      Usuń
    2. to szczera prawda :D Widzisz ty ją złapałaś bo kochasz jedzenie tak jak ja! Moja krew :D Cukierwcukrze, też szybko opanowałam i widzisz, trzymam się kurczowo! :D

      Usuń
  3. Ja miałam być "pomarańczowe pióro " ale doszłam do wnisku, że "fioletowy notes jest lepszy. Znaczy tak mi się wydaje. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze Ci się wydaje, lepiej do brzmi i lepiej wygląda :DD

      Usuń
  4. Cukierwcukrze jest lotne :) Moje zaklecienaszczescie co prawda długie, ale ma dla mnie duży sens, bo wierzę w magię i przeznaczenie oraz w samospełniające się przepowiednie, słowem gdy czegoś bardzo chcesz, to masz :)
    Czekoladki przypominają mi dołączone do Mix Jelly Milki te naparstki z orzechem, właściwie nawet u góry mają identyczne wykończenie, ale ten karmel w środku sprawia, że rolo nie pożądam :)

    A zapewne ułożyć chciałaś "R"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      Nie jadłam, ale chyba kojarzę xD
      Tak, brawo dla jedynej osoby, która w ogóle zauważyła zagadkę :DDD

      Usuń
  5. Takie słodycze to nie dla mnie, karmel + nijaka czekolada.. Jedno wielkie 'meh', chociaż swego czasu były dostępne bodajże w Żabce (?) desery Rolo i one mnie konkretnie ciekawiły :) Miałaś okazję spróbować?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie ciekawiły, ale nie jadłam :)

      Usuń
  6. Tak czułam, że wyjdzie słabo. To jest po prostu coś co ma zasłodzić, zakleić, coś dla konsumentów, którzy mają małe wymagania. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba nasze żeby by tego nie zniosły za dobrze :P Ale po jednym byśmy z chęcią spróbowały :P
    A my nazwę wymyśliłyśmy jeszcze na parę tygodni przed założeniem bloga :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nazwę wymyśliłam na spontanie, albo chyba nawet wzięłam z mojego insta XD

    Gratki dla 150 wpisów! :*

    Jakbym takie guziczki słodkie dostała to z chęcią bym spróbowała, ale sama rownież bym nie kupiła wiec piątka!

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję 150 wpisów! Oby tak dalej :) Rolo samych w sobie nie jadłam, ale miałam okazję jeść deser mleczny o tym smaku i się zakochałam *o*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ja deserków nie miałam okazji próbować, a szkoda, bo wydają się być smaczne xD

      Usuń
  10. Od tyłu:
    1. Literka "R" jak Rolo lub "Robi mi się niedobrze od tego produktu".
    2. Co do produktu, dostałam kiedyś dziwny komentarz na blogu, czy mogę zrecenzować Rolo, co najmniej jakby było ono obecne w każdym polskim sklepie.
    3. Ja nosiłam nazwę w głowie i sercu od kilku miesięcy przed założeniem bloga. Nie miał on być o słodyczach, tylko o różnych rzeczach z DODATKIEM słodyczy (warto rzucić okiem na pierwszych kilka wpisów). Ostatecznie wyszło inaczej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Raczej to pierwsze :DD
      2. Hhaha, może kiedyś było? Nie wiem, ja w Polsce, w zwykłym markecie, jeszcze nie spotkałam.
      3. Są nie tylko wpisy o słodyczach, a niedzielne? Można powiedzieć, że to blog ze SPORYM dodatkiem słodyczy :DD

      Usuń
  11. Nie lubię takich ciągutek bardzo szkodzą zębom.

    OdpowiedzUsuń

Podobał Ci się wpis? Masz odmienne zdanie, a może jakieś rady? Chętnie posłucham wszystkiego i wszystkich z osobna. Będzie mi miło, gdy zostawicie ślad swojej obecności ;)