sobota, 30 kwietnia 2016

Lindt, Creation Divine Hazelnut


Pamiętam zakup tej czekolady jakby było to dziś, miało to miejsce prawie rok temu, do koszyka włożyłam ją wraz z Chocolate Cake, były to pierwsze zakupione przeze mnie lepsze czekolady do obfotografowania. 
Po tak długim czasie leżakowania i oczekiwania na zjedzenie, podczas tego przechodzenia przez różnice temperatur - bałam się o jej stan. Otworzyłam więc estetyczny i ładny kartonik, standardowo tabliczkę chroniło jeszcze sreberko - oczywiście musiałam rozerwać całe, aby dostać się do produktu. Na szczęście pozostał nienaruszony, przedstawiał stan idealny i prezentował 10 sporych, całkiem grubych, ozdobionych nazwą firmy kostek. Zapach  jaki się z nad nich unosił był przyjemny, maksymalnie mleczny, słodki, ale i kakao daje o sobie znać. Jakież było moje zdziwienie kiedy nóż nacisnął na  jedną z cząstek, stawiała chwilowy opór, w końcu pękła, jakby nie miała nadzienia. Liczyłam na coś miękkiego, na tłusty krem, tymczasem ledwie je widać. 


Na szczęście otoczka łatwo daje się oddzielić, mogę więc zobaczyć czy istnieje jakakolwiek różnica. Warstwa zewnętrzna jest tłusta, rozpuszcza się szybko i błotniście, pysznie mleczna i słodka, świetna, po więcej szczegółów zapraszam do mlecznej figurki. W "nadzieniu" widać całkiem sporo, różnej wielkości kawałków orzechów, są świeże i podprażone, idealnie chrupiące. Wydaje mi się, że wnętrze słodsze jest od otoczki, wyraźnie orzechowe, lecz konsystencją w ogóle nie różni się od czekolady, przez to całość zlewa się, jest zupełnie jednolita, również w smaku, który się miesza. Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do "praliny", mam wrażenie, że zawiera dodatkowo cukrowe kawałki, takie chrupiące kuleczki, które niesamowicie włażą w zęby. 


Ugryzłam drugą cząstkę, jest mleczna i orzechowa, w obu tych elementach wyraźna i mocna, wzbogacona o chrupiący akcent. Nie jest za słodka i idealnie tłusta, mimo, iż w składzie znalazł się tłuszcz palmowy sprawia to wrażenie takiego dobrego tłuszczu, smacznego. Było smacznie, było wręcz nutellowo, ale spodziewałam się czegoś więcej, może to ja oczekiwałam za dużo? Nie wiem, ale zbite wnętrze zmiażdżyło wyobrażenie o miękkiej i błogiej konsumpcji. Błotko, które powstało po chwili trzymania w cieple jamy ustnej było gęste, cudowne, niebiańskie, pyszne i muliste, jednak wolałabym aby tworzyło się już podczas jedzenia. 
Bardziej smakowała mi wersja podwójnie czekoladowa :)


Ocena: 5/6
Cena: 9,90(?)
Gdzie kupiłam: Alma
Kaloryczność: 547/100g
109 kcal w dwóch kostkach


24 komentarze :

  1. Uwiebiam Lindta,ale tego akurat nie jadlam.Pewnie by mi smakowala :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czy dobra mleczna czekolada z kawałkami orzechów może nie smakować :D

      Usuń
  2. O dziwo tej chyba nie jadłam. Cena Creation trochę mnie zniechęca, szczególnie, że parę razy się nadziałam na gorszą tabliczkę tego rodzaju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem i powiem Ci szczerze, że szkoda kasy podczas gdy tyle nowości wokół :D

      Usuń
  3. Ojej, wszystkie nadzienia orzechowe to coś dla mnie, tabliczka wygląda obłędnie. Nawet wybaczę jej te kawałki orzechów, których w czekoladach nie lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A całe (orzechy w czekoladzie) lubisz?

      Usuń
  4. Uwielbiam, to taki rocher w tabliczce :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem, trochę bardzo zastygnięty :D

      Usuń
  5. Ne pamiętam, czy dla mnie było nutellowo, ale możliwe że tak - czekolada mi smakowała. Konsystencja kremu, którego nie dało się w płaskiej wersji tabliczki odróżnić od czekolady, wykluczyła ponowny zakup. Dobra, ale okrutnie zwykła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnie zdanie idealnie ją opisuje :D

      Usuń
  6. Ona u mnie jeszcze czeka, niestety, ale juz nie mogę się doczekać degustacji :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tabliczka jak widzę prezentuje się wyjątkowo okazale. Uwielbiam takie z orzechami, a skoro Lindt to już się świetnie zapowiada. 190 kcal w dwóch kostkach? To wersja 100 g w takim razie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie 190 a 109 kalorii i tak to wersja 100g tak jak jest napisane na ostatnim zdjęciu :)

      Usuń
  8. Oczywiście jak zwykle jej nie jadłyśmy ale jest to jedna z tabliczek jakie byśmy chciały zjeść mając taką okazję :P Naprawdę wielka szkoda, że nasze Babcie czy Ciocie wolą kupić nam klasyczne Bombonierki lub ewentualnie Merci zamiast sięgnąć po jakąś ciekawą czekoladę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie jadłam tych Lindtów. Ale zanim się na nie skuszę, to chyba sięgnę po któregoś batona z serii 'Hello my name is ..' :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry wybór, ja również z ogromną chęcią sięgnę po którąś Hello, szkoda tylko, że u nas nie są tak łatwo dostępne :D

      Usuń
  10. Nigdy jakoś nie miałam okazji spróbować jakiejś z ciekawszych czekolad Lindta. Jeśli już to trafiam tylko na klasyczne czerwone praliny albo dużą mleczną. Z tej przyczyny nigdy nie darzyłam tej firmy jakąś większą sympatią. Teraz jak czytam ten wpis i widzę, że mają w swoim asortymencie takie cuda coraz bardziej kusi mnie, żeby dorwać się do chociażby jednej takiej Lindtowskiej tabliczki. :D Szkoda tylko, że w mojej wiosce ciężko znaleźć takie rarytasy haha :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To akurat pod względem cudów jest marne, smaczne owszem, ale nudne, jest dużo lepszych, szkoda tylko, że na przykład Hello są trudno dostępne. Ale próbuj bo warto :)

      Usuń
    2. Mam słabość do wszystkiego co zawiera w sobie orzechy i chrupie, więc i tak pewnie byłabym ukontentowana. :D

      Usuń
  11. Jakoś jej nie szukam na siłe bo ma takie rozdrobnione orzeszki a ja nie lubie:)

    OdpowiedzUsuń

Podobał Ci się wpis? Masz odmienne zdanie, a może jakieś rady? Chętnie posłucham wszystkiego i wszystkich z osobna. Będzie mi miło, gdy zostawicie ślad swojej obecności ;)