Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada biała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada biała. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 listopada 2015

Mars, Twix White

Hej hej, nie było mnie od piątku, ale stało się to o czym mówiłam ostatnio - ładowarka padła całkowicie, a zamówiona doszła dopiero dziś. W weekend radziłam sobie z telefonem, ale nie chciało mi się stukać w ekran całego wpisu - chyba rozumiecie, odpoczęliście trochę ode mnie, a i ja zrobiłam sobie wolne :D


Miał być edycją limitowaną, a chyba się zadomowił i zostaje na stałe. Kupiłam go jakoś pod koniec wakacji/na początku roku szkolnego, było to długo po "premierze", produkt do tej pory gości na polskich półkach, nie ma więc obaw o to, że ewentualnie narobię wam ochoty, a obiektu nie będzie. Możliwym jest w ogóle abyście o nim nie słyszeli? był już raczej na każdym blogu z recenzjami, ten mój zapłon xD 
Do rzeczy.. Opakowanie i od razu pozytywne odczucia, jest ładne, biel i złoto przyciągają i sprawiają wrażenie czegoś lepszego, podoba mi się o wiele bardziej niż klasyka. Może być lepiej?



 Otworzyłam, w środku standardowo siedzą dwa paluszki, białe - jak sugeruje opakowanie, jednak nie pachną one praktycznie niczym.  Przekrój prezentuje się apetycznie i zachęcająco, czekolada tworząca z wierzchu fale, jest (jak na te gabaryty) całkiem solidna. Ze smakiem już gorzej, zabrzmi to co najmniej śmiesznie, ale jakby biała czekolada zgubiła się w czekoladzie, jest bardzo delikatna w smaku. Tłustawa, mocno słodka, gładka i śmietankowa lecz jak mówiłam - mało wyrazista. Plus to czy minus? Zależy jak na to spojrzeć..
Na górze mamy karmel, znany i wam i mi. Gęsty, taki zwarty, ciągnący, słodki i gładki, po prostu lepiej niż smaczny. Łatwo odchodzi od ciastka, łączy się z czekoladą i rozpuszcza, interesująco.. Spód dla równowagi nie męczy "białą śmiercią", kruchy i suchy, dobrze wypieczony, za twix'sem(?) nie przepadam, ale ciastko zawsze było moim ulubionym elementem.


Wypiek spełnia swoją rolę i łagodzi słodycz. Zapomniałabym, między nim a złocisto - pomarańczowym tworem znajduje się cienka strużka mlecznej czekolady, nie wnosi ona nic do całości, zapewne wpływa na łatwość oddzielania warstw, jest niewyczuwalna, jakby zaplątała się z pierwowzoru.
Opinia końcowa? Werdykt? No więc tak. Po pierwsze, najważniejsze - wygrywa ze zwykłym, jak i Cappuccino. Po drugie - dobre ciastko i karmel w połączeniu są jeszcze lepsze, słabo wyczuwalna otoczka przygrywa im i dodaje słodkości. 
Raczej do niego nie wrócę, jeśli miałabym wybierać, padłby na przedstawianą dziś "edycję limitowaną".


Ocena: 5/6
Cena: około 1,50
Gdzie kupiłam: Żabka
Kaloryczność: 503/100g
      116 kcal w paluszku

piątek, 18 września 2015

Mondelez, Cadbury Dairy Milk Marvellous mix - ups with Oreo

Sprzątania ciąg dalszy.. Dziś klatka schodowa, zeszło się cały dzień..Pazury mam całe zrypane, masakra, moje biedactwa xD Dobrze czytacie, dziś znów nie byłam w szkole, zaspałam, ups.. xD Żyć nie umierać :D
Ale spokojnie, nie ma tak dobrze, nie martwcie się o moją edukację, od poniedziałku wszystko wraca do normy (z wyjątkiem wtorku), a wam jak minął tydzień? ;)
Wieczorkiem grzebałam trochę za słodyczami w internetach i są już zimowe limitki Rittera, ciekawe kiedy pokażą się u nas w sklepach i czy.
A potem weszłam na niemiecką stronę Milki, tak tak wiem, sam cukier, tani tłuszcz, ale co poradzę, uwielbiam..
Moje oczy się zaświeciły, znowu nowości, poczułam się jak jaskiniowiec, mają tyle pyszności.. Kurcze znacie to uczucie gdy coś chcecie, a po prostu wiecie, że nie ma szans na spróbowanie. 
Żeby się dobić weszłam na strony sklepów z zagranicznymi słodyczami, więcej nic nie powiem.
Ey, czy ja nie mogłam pokochać marchewek, nie mogłam zacząć prowadzić fit bloga, czy coś takiego..
Pozostało mi pocieszyć się pysznościami z Anglii i powspominać konsumpcję Mix'u Cadbury z Oreo, miłego czytania ;)


Cadbury Dairy Milk buttons
Cadbury Dairy Milk pebbles
Cadbury white buttons
Mini Oreo            


Oreo jest na szczycie popularności, połączone z Milką wzbudza zachwyt i chęć posiadania. Dziś nie o krowie, a o Cadbury (niewielka różnica xD), ciekawiło mnie czy Mix'y tych dwóch firm czymś się różną, w końcu  to Mondelez - w obu przypadkach, jednak to jeszcze o niczym nie świadczy. Produkty wychodzące spod szyldu fioletowej, mają swój odpowiednik, w ciemniejszym odcieniu, na zagranicznych półkach. Czym i czy się różnią?
Opakowanie jest okej, z kapelusza wyskakują (albo wskakują) różne słodkości, oczywiście wspominany wcześniej, ciemny fiolet i logo marki, oraz markiz. 
Wewnątrz znajdują się mini ciasteczka, pastylki mlecznej i białej czekolady, oraz dwu-kolorowe jajeczka.
 Różni się od dostępnego w Polsce? - z tego co czytałam tak, ale lecz nie jest to kolosalna "inność" ;)


Na pierwszy rz... A nie, nie, jeszcze zapach. Jest słodki, bardzo słodki, czekoladki mieszają się, łączą, grają, niczym na harmonijce, całkowicie zagłuszając tak intensywne gorzkie herbatniki - szacun :D
Okej, no więc..Na pierwszy rzut poszły płaskie guziczki czekolady, są one różnej wielkości, a te jasno brązowe spód wytłoczony mają małymi nazwami firmy. O tej czekoladzie już wspominałam, przy okazji Mix'u Maynards. Charakteryzuje ją duża mleczność, słodka, a kakao nawet nie odbije się echem z oddali, takie trzeba lubić. 
Białe nie mają już "ozdoby", są mniejsze i nieco słodsze. Gładka, przyjemnie tłusta, słodko śmietankowa, po chwili pojawiało się odczucie, jakby była waniliowa - rozpływa się w ustach (nawet gdy tego nie robimy :D) - dobra, gładkość to jej motyw przewodni. Nie wyczułam mleka w proszku, dla większości będzie to plus, ja też nie narzekałam. Uwielbiam białą czekoladę i jestem zadowolona. 

Jajeczka wypełnione zostały mleczną czekoladą (chyba nie muszę znów o niej mówić xD) Chrupiąca skorupka, znacznie grubsza od MM'sowej, słodka (to dopiero odkrycie), w sumie to nie ma smaku, to po   prostu  chrupiąca, słodka otoczka - czego można więcej się spodziewać. 
Jak byłam mała to często jadłam takie jajka/kulki czekoladowe, te odbieram pozytywnie, choć bardzo słodko.


Myślałam, że powiem na koniec: "ciastka to typowe, tylko mniejsze Oreo" - markizy takie jednak nie były, owszem nadal gorzkawo kakaowe, ale o innej strukturze. Lekkie, bardziej napowietrzone, suche i kruszące się. Krem tłusty, cukrowy i proszkowy - czyli bez zmian. 

Jak to podsumować? Było słodko, piekielnie słodko i powiem wam, smacznie. Gorzkość Oreo niestety się nie wybijała, ale była, towarzyszyła. Pyszne czekoladki i chrupiące, duże draże, przypominające dzieciństwo, krem nie przebijający się przez herbatniki, a co za tym idzie, prawie go nie czuć - ogromny plus. 
Mix mi pasował, ale potrzebny jest wysoki próg zasłodzenia. Szkoda, że nie mam tego więcej, fajnie pochrupać ciastko, naprzemiennie z czekoladą, albo jeszcze lepiej, ładować do buzi wszystko naraz (mogłam sobie wyobrazić oreo w czekoladzie :D)
Teraz nic, jak tylko znaleźć krowę i jej propozycję.


Ocena: 5,5/6
Kaloryczność: 505/100g

wtorek, 1 września 2015

Belgian, White Chocolate with Strawberry

Witam ;) ja właśnie wróciłam z rozpoczęcia roku...Niestety, a plan do du  tyłka xD Z jednej strony fajnie było się zobaczyć ze znajomymi, ale przecież dobrze wiecie i nawet jeśli siedzicie jeszcze w domu, ciesząc się wakacjami, to przecież też przez to przechodziliście, nikt nie lubi chodzić do szkoły.. Ale dobra, mam jeszcze pół wolnego dnia, trzeba się tym cieszyć, chwilo trwaj - jak to mówią xD
Na osłodę zaserwuję wam dziś białą czekoladę.. Lubicie?


Zacznę od tego, że nie podoba mi się opakowanie, do tego aż do momentu rozpakowywania siatki byłam pewna, że wzięłam Heidi, był to pierwszy, lecz nie jedyny zawód. Otworzyłam kartonik, wysunęłam sreberko - jest okej, rozerwałam górną część. Czekolada pachnie mocno mlecznie, pysznym, tłustym i słodkim mlekiem w proszku z nutką truskawek - tu też wszystko się zgadza. Wysuwam więc biały, wykropkowany jak czerwonym cienkopisem twór i co? Łamie się, wyciąga po kostce, kurczowo trzyma pazłotka. co jest? Przecież na dworze wcale nie jest gorąco. Dobra, odwracam wyszarpaną część i co? Spodziewałam się - błąd. Oczekiwałam eleganckich, minimalistycznie zdobionych cząstek, otrzymałam natomiast wyżłobione paski, niczym z taniej PRLowskiej tabliczki. Zapach był pyszny (zapach może być pyszny? xD) do próbowania niestety i tak podeszłam zawiedziona.


Ale smak! Smak na pewno się obroni. Czekolada się nie gięła, łamała, choć bez trzasku i stawiania większych oporów (czego innego można by się spodziewać ;)) Bardzo słodka i bardzo mleczna, nie tak prawdziwie mleczna, lecz właśnie proszkowo xD, przez obecną słodycz prawie mdła.
Pierwiastek truskawki jest, owszem, ale mały. Drobinki są kwaśne, lecz zbyt mało intensywne w smaku, by choć po części neutralizowały cukrowy szok, może gdyby było ich więcej..Nie oszukujmy się, 1% nie jest atrakcyjną liczbą ;) I kolejny zawód, bez ochów i achów.


Wrażenie końcowe? Trudne do określenia. Całkiem smaczna, choć za słodka, za mało truskawkowa, lecz w moim odczuciu nie była tragiczna. Domyślam się jednak co wy sądzicie. Nie wszyscy kochają bezkresną słodycz :)

Ocena: 6
Cena: ok 8 zł - nie pamiętam dokładnie 
Gdzie kupiłam: Alma
Kaloryczność: 539/100g

Masa kakaowa min 25,8%
Masa mleczna min 14%

wtorek, 18 sierpnia 2015

Arietta White

Choć wiem, że tych osób jest tu mało, bardzo mało, ale powiem. Może jest ktoś kogo ciekawią losy Barcy. Otóż.. Wierzyłam do końca, ale nie zawsze się wygrywa. Dostali lanie i nie dali rady, jeszcze nigdy nie udało się odrobić takiej straty. Nie mamy trofeum, trzeba z tym żyć. Będą przecież następne :)

Upały powoli ustają, na ich miejsce wstępują straszne burze. U mnie jeszcze nic nie było, ani deszczu, ani grzmotu, po prostu zrobiło się chłodniej. W końcu chłodniej, da się żyć. Rano na termometrze widzę już tylko 20 stopni, nie 30 jak to było w tamtym tygodniu. Jest lepiej, ale nadal ciepło, lody więc można szamać dalej. No chyba, że komuś obrzydły przez codzienne jedzenie, kilka razy, na każdy posiłek, zrozumiem ^^


Lody truskawkowe z sosem truskawkowym w białej czekoladzie. 
Drugi próbowany przeze mnie wariant smakowy wydał mi się ciekawszy, czy smak też był lepszy?
To opakowanie podoba mi się już nieco mniej, przez kolor, nadal jednak proste, element zdobny stanowią trzy niewielkie truskawki. Przejdźmy do smaku.


Biała czekolada jest pyszna, słodka (wręcz przesłodzona, ale przecież to biała czekolada ;)), mleczna, lekko jakby waniliowa, przyjemnie chrupie, z języka znika szybko, pozostawiając słodko-mleczny posmak. Lody (choć zdjęcie tego nie oddaje) mają uroczy, jasno różowy kolor, taki dziecięcy. Pierwsze co zauważyłam to to, że topią się nico wolniej niż w wersji Almond. W smaku mniej mleczne, wyraźnie choć delikatnie (nie nachalnie) truskawkowe, lekko słodkie i kremowe. Pozytywnie zdziwiła mnie obecność przetartych truskawek (6,1%-mało bo mało, ale są, to się liczy^^) myślałam, że będą to jedynie aromaty i barwniki. Jeśli chodzi o sos (5%), jest go bardzo mało, nie wnosi wiele do całokształtu, jest jedynie bardziej kwaśny. 


Całość jest smaczna, słodka i truskawkowa, taka jak oczekiwałam.
Z pewnością będę po niego czasem sięgać. Jeśli lubicie słodką, białą czekoladę, również spróbujcie, warto. 

Ocena: 9
Cena: 1,79
Gdzie kupiłam: Biedronka
Kaloryczność: 288/100g
                      253 kcal w lodzie

sobota, 15 sierpnia 2015

Ritter Sport, White Whole Hazelnuts

Dokładnie nie wiem dlaczego, ale chciałam, aby do tej czekolady i wstęp był. Nie taki zwyczajny, intrygujący, opowiadający jakąś historię, zabawny, po prostu ciekawy. Ale jak mam pisać, skoro "moja" drużyna została zmiażdżona, rozłożona na łopatki. Jestem załamana, zła, smutna, wściekła i zrozpaczona.  Musiałby wydarzyć się cud, oczywiście wierzę w niego, muszę wierzyć! Ale wiem też, że szanse są raczej marne, ale kto wie! Przecież potrafią, stać ich na to! Wiem, że blog nie o tym i pewnie nie macie ochoty czytać tych relacji, lecz jak mam wam pisać teraz coś innego. Może przejdźmy od razu do recenzji, bo zaraz nie będzie komu czytać, a jest o czym. Czekolada nie byle jaka, trochę się do niej zbierałam i długo chciałam spróbować, wszyscy raczej znają, więc i nie trzeba przedstawiać, ale czy lubią? Czy ja polubię? Osłodzi gorycz porażki? Przekonajmy się!


Blado-żółte opakowanie, usiane orzechami i ryżowymi chrupkami. Wygląda jak tabliczka skrywająca się w środku, mi się podoba.
Zapach ciężko opisać jednym słowem, czuć orzechy, mleko w proszku i słodycz, jest on przyjemny (czyli jednak się da!).


Szesnaście, delikatnie żółtych, grubych kostek, wypełnione zostało całymi orzechami laskowymi i chrupkami. Podczas łamania słychać było ich "bogactwo".


Czekolada rozpuszcza się gładko, przyzwoicie tłusto, szybko znika z języka, w smaku przypomina mi batoniki Gold (które bardzo lubię), bardzo słodka, śmietankowo-mleczna, w tle waniliowa, taka lepsza.
Chrupki ryżowe, jak sama nazwa mówi, są chrupiące, nadają ciekawego, charakterystycznego posmaku, ale to jeszcze nic. Orzechy-to one odgrywają tu główną rolę, zachowały swój intensywny smak i pasują idealnie. Łagodzą słodycz i tworzą coś przepysznego. Są chrupiące i świeże, cudowne, nie znalazłam w nich żadnego minusa. Na paru były kawałki czarnej skórki, nie przeszkadzały mi one jednak, nie psuły smaku, a kiedy jadłam już następną  nie natknęłam się na żadną ^^


Uwielbiam gdy jest się w co wgryźć i co pochrupać, jak dla mnie wzorowo.
Będzie chyba moją ulubioną i częstym gościem w domu. Za kilka dni poleciałam do sklepu i  mam za sobą  już drugą tabliczkę ^^
Jest wzorem białej czekolady, a wszelkie plastiki i orzechowe, zatęchłe drobinki mogą się schować. 


Ocena: 10
Cena: 4,99
Gdzie kupiłam: Lidl
Kaloryczność: 583/100g

wtorek, 4 sierpnia 2015

Alpini Young!

Czy ludzie naprawdę nie myślą o innych? Mamy wakacje, nie tylko ja chciałabym się wyspać, a tu nie! Sąsiedzi "umilają" mi poranek i zwlekają z łóżka jak tylko wcześnie można. Och, żebym przypadkiem nie odpoczęła! Jak nie gadające starsze kobiety pod oknem, to do sąsiada wcześniej przyjeżdżają robotnicy, i oczywiście krzyczą do siebie przez całe podwórko, przecież o 7 na pewno nikt już nie śpi.. Albo ktoś postanawia sobie jeździć na starym romecie, a w tedy wszystkie psy z ulicy szlag jasny trafia, i weź tu odpoczywaj. Jak nie to, to ktoś nagle słyszy swoją ulubioną piosenkę i postanawia podzielić się tym z całą okolicą, tak na wszelki wypadek, żeby wszyscy wiedzieli. Ale spokojnie, już chyba wole słuchać muzyki niż przez jakąś godzinę kosiarkę..
No dobra, nie będę Wam już narzekać, po prostu przejdźmy dalej ;)|


W końcu nadszedł czas i tej czekolady/batona. Na początku zaprezentowałam mleczną, dziś natomiast czekolada biała z ryżem preparowanym i kokosem.
Zacznę od tego, że opakowanie jest okropne, nie wiem kto je zaprojektował, ale nie dziwię się, że ilekroć jestem w Biedronce, one posłuszne czekają na swoim miejscu. 


"Tabliczka" jest bardzo miękka, aż ciężko było ją wysunąć, wyraźnie kokosowy zapach, który przeplatała mleczna nuta, zachęcał do degustacji. 


Ryżu (12%) jest znacznie mniej, zachował strukturę, nie jest słodki i trzyma się czekolady, która bardzo szybko i dość tłusto się rozpuszcza , brudząc przy tym palce (na pewno ma na to wpływ towarzysząca mi temperatura :))  W smaku jest mleczna, czuć mleko w proszku, wyraźnie kokosowy pierwiastek i delikatnie waniliowy akcent (dorzucono ekstrakt z wanilii). Plątających się między zębami wiórków (5%) nie spotkamy, ale ich smak jest intensywny (możemy to chyba zawdzięczyć naturalnemu aromatowi kokosowemu). Nie jest jednak tak kolorowo, najwięcej miejsca zajął cukier i to niestety czuć. Jest bardzo, bardzo słodka, co niekorzystnie wpływa na odbiór całości. Wszystko byłoby okej, nie za dużo ryżu, kokosowy smak, lecz jest zdecydowanie za słodko (mówię to ja, która i tak ma wysoką jej tolerancję), po zjedzeniu na języku nadal czułam słodycz. 


Całokształt wypadł więc gorzej i jeśli mam kupować ponownie, to z pewnością wersję z mleczną czekoladą, chyba że w fabryce się ockną i sypną połowę mniej cukru.

Ocena: 5,5
Gdzie kupiłam: Biedronka
Cena: 1,49
Kaloryczność: 546/100g
                    273 kcal-sztuka

piątek, 10 lipca 2015

Hershey's, Cookies and cream

W paczce, o której wam mówiłam, znalazła się między innymi ta czekolada. Słodycze zamawiałam ze sklepu Coś Słodkiego, gdzie zapraszam i was, spory wybór i nie droga przesyłka (haha, darmowa reklama :)).
Z czasem będą się pojawiały kolejne opinie zagranicznych słodkości. Muszę poczekać do września, w tedy dostanę dużo większy zapas innych, mam nadzieję, pyszności. Zapraszam.

Opakowanie, które skrywa nasz skarb, jest proste, kremowe z gigantycznym, niczym ego Ronaldo, logo i 
cząstką naszej tabliczki.


Nie zwlekałam długo, po otwarciu, mój nos uderzył piękny zapach: słodki i mleczny, skojarzył mi się trochę z kinderkami jedzonymi w dzieciństwie. Było to doznanie bardzo przyjemne. Wysunęłam bohaterkę, jest cienka, estetyczna, biała. Podzielona została na dwanaście podłużnych cząstek, każda z wytłoczoną nazwą firmy, prześwitywały przez nią czarne kuleczki, którymi wysypany został spód. Wyglądało to ładnie. Podczas sesji dostałam ślinotoku, musicie więc wybaczyć mi barak ciekawszych zdjęć, lub nawet w przekroju :)


Przejdźmy do smaku, bo przecież o to tutaj chodzi. Czekolada nie łamie się z trzaskiem, lecz gnie, jak plastelina. Rozpuszcza się szybko, lekko proszkowo i tłustawo, jest słodka, smakuje dokładnie tak jak zapowiadał to zapach.
Kuleczki, które zostały na języku, są kakaowe, gorzkie, nie kaleczą języka i nie namiękają szybko, kruche i suche pasują do całości.


Czekolada mi smakowała, jest to dobra biała tabliczka z przyjemnym, chrupiącym dodatkiem. Małe ciasteczka, choć minimalnie tłumiły jej słodycz. Szkoda, że jest tak mała, miałam ochotę na więcej, lecz można powiedzieć, że taka na raz :)

Ocena: 9
Gdzie kupiłam: Coś słodkiego
Cena: 6,99 zł (za 43g)
Czy kupię ponownie: Nie wiem, może
Kaloryczność: 220-sztuka
Podobał Ci się wpis? Masz odmienne zdanie, a może jakieś rady? Chętnie posłucham wszystkiego i wszystkich z osobna. Będzie mi miło, gdy zostawicie ślad swojej obecności ;)