Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzechy laskowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzechy laskowe. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Exquisit, Duet Chocolate milk&white with hazelnut&poppy

Kiedy marzenie staje się koszmarem.
Wstęp miał być zupełnie inny, ale może jest tu właściciel czworonożnego przyjaciela i miał podobny problem, lub chociaż może mi jakoś doradzić. 
Holly jest z nami już 1,5 miesiąca i nie było z nią żadnych większych problemów, nauczyła się chodzić na smyczy, załatwiać swoje potrzeby na dworze, nie żebrać przy stole, śpi w swoim legowisku i szybko uczyła się nowych komend. Kłopoty zaczęły się w środę, mimo upalnego dnia po spacerze stała się nieznośna, zjadła róże na podwórku, nie słuchała się, odwracała wzrok kiedy do niej mówiłam, nie chciała przyjść, skończyło się na kilkuminutowym odizolowaniu psa i znów było okej. Mieszkam na wsi, po ulicach biega pełno bezpańskich psów, dlatego aby pies mógł się swobodnie wybiegać najlepszą opcją jest pójście w pola, tak też robiliśmy. Niestety szybko znudziła się bieganiem za piłką, dreptała sobie grzecznie koło nóg, nie odbiegała daleko i posłusznie przychodziła na przywołanie - tak jak zawsze, nagle po prostu rzuciła się na moje nogi, odsunęłam się, a ona z zębami skoczyła mi do pasa, zapięłam więc ją na smycz i spacer się skończył. Drugiego dnia było to samo, do popołudnia aniołek, a na spacerze ma jakieś 5 minut totalnego szaleństwa, kończy zabawę, chodzi sobie grzecznie i nagle lata wokół jak opętana i rzuca się z zębami. 
Tak jest już codziennie. Jak sobie z tym poradzić, o co chodzi, czy ja robię coś źle? Czy każdy szczeniak wykazuje takie zachowanie i są sposoby aby je zwalczać? Szukałam już w google, ale nigdzie nie jest poruszany taki przypadek, myślimy już o treserze, bądź psim psychologu, ale czy to potrzebne?
Suczka jest nagradzana za każde pożądane zachowanie, nigdy nie została uderzona, poświęcamy jej naprawdę dużo czasu, ale już naprawdę nie wiem co robić. Jeszcze więcej zabawy? Czy chodzi tylko o to, że jest niewystarczająco zmęczona?

Uff, przejdźmy już do recenzji. 


Zacznijmy od ogłoszenia. Jeśli macie ochotę na te czekolady to lećcie szybko do Kauflandu, bo wszelkie pozostałości są mocno przecenione, ja w sobotę za dyszkę bez 4 groszy zakupiłam 4 czekolady z tej serii, trzy z orzechami za 1.99 i jedną podwójną(?) - Duet Chocolate za 2.99 :) 
Dobra zacznijmy wreszcie, a Ty, tak Ty, budź się, zaczyna się słodka i przyjemna część.

Tę tabliczkę dostałam od mamuśkowego mikołaja. Tak nadal dostaję prezenty na mikołaja, mama stawia mi je pod łóżkiem, a ja dzięki temu czuję, że wciąż jestem w jej oczach dzieckiem, nie chcę dorastać, a starzenie i śmierć mnie przytłacza, cóż. W torebce przede wszystkim znalazł się ogrom słodyczy i dwa słoje masła orzechowego, czyli raj i zagrożone biodra. Przystępując do robienia zdjęć z każdym krokiem podziwiałam jej piękno, poważnie, opakowanie nie robi takiego wrażenia, ale złota tacka zabezpieczająca przed połamaniem tylko dodaje uroku pofalowanej na brzegach czekoladzie. Na "stronie głównej" przeważała część mleczna z wtopionymi kawałkami orzechów laskowych, biała za to pokazała się w pełnej okazałości od spodu, dumnie przebijały przez nią czarne kropeczki, które przypomniały mi jak bardzo nienawidzę maku. Cienki wyrób pachnie zachęcająco, nie niebiańsko, ale zachęcająco, przede wszystkim mlecznie, słodko z laskową szczyptą, wyraźnie czuć także maślany pierwiastek, lecz ani odrobiny kakao.


Łamanie idzie sprawnie i gładko, chwila oglądania w jakich miejscach mamy do czynienia z jednym rodzajem czekolady i można przystąpić do opisywania wrażeń. Zaczęłam bezpiecznie, brązowy kawałek powędrował do ust, a ślinianki zaczęły intensywniej pracować. Jest chrupiąco, miejscami jakby proszkowo za sprawą ciastek, na języku zrobiło się mocno mlecznie, a przez chwilę jakby marcepanowo - nie wiem skąd mi się to wzięło xD Produkt jest tłuściutki i solidnie słodki, w połowie kawałka nieśmiało ujawniło się kakao, zostało na chwilę jakby wstydząc się samego siebie, lepiej wyszedł tu orzechowy akcent, który upodabniał czekoladę do czekoladowo - orzechowego kremu. Po chwili mogłam już lepiej przyjrzeć się małym kawałkom orzechów. Były słodkie i chrupiące za sprawą otoczki, jednak nie każdy tę skorupkę posiadał, o każdym mogę powiedzieć jedno: świeże, nie obraziłabym się gdyby sypnięto ich więcej. 
Zaczęło się przyjemnie, więc aby nie myśleć za dużo o okrągłym paskudztwie szybko wzięłam jasną część. 
Na języku rozchodziła się szybko, gładko, lecz do czasu, odznaczała się smakiem pełnego sproszkowanego mleka i waniliową nutą, nie była nachalnie tłusta, za to słodycz można by nieco ograniczyć. 


Stworzyła błotko pełne grudek, lecz zniknęła szybciorem, na języku zostawiając kilka laskowców i całą armię makowych kuleczek, które w połączeniu z białym wyrobem odgrywały znaczącą rolę, a pozostawione same sobie jakby nie miały smaku. Część zniknęła, druga zadomowiła się w zębach, były, a jakby ich nie było. Ciemnej (chodzi o barwę) czekolady jest znacznie więcej, ugryzłam miejsce, w którym obie się spotkały, podniebienie pieściła mleczność i mocna słodycz, w której jednak nie było ani grama cukrowości. Miękki produkt szybko się rozpuszczał, co nie przeszkadzało mi w jedzeniu tak jak lubię - gryząc, orzechy świetnie urozmaicały konsystencję, chrupały pod zębami, w których chrzęścił także mak. 
Drugi kawałek, drugi sposób, momentalnie się on rozpuścił, jakieś tam błotko było, jednak nie takie jakie lubię, zniknęło szybko, a 2% zawartość ziarenek odebrałam znacznie gorzej.
Z produktem rozprawiłam się działając zębami, mak nie przeszkadzał mi prawie wcale, choć później pojawiał się znienacka przez pół godziny przypominając co jadłam. 
Było pysznie, mlecznie i orzechowo.

Malutką część tabliczki postanowiłam położyć na tzw. mug cake, rozpłynęła się fenomenalnie, a smakowała jeszcze lepiej, od tego też wydarzenia (:D) zaczęła się moja miłość do ciepłej i podtopionej czekolady, teraz kładę ją na placki, ciasto z mikrofali, wszystko co ciepłe, miękkie i słodkie, polecam! :D


Ocena: 5,5/6
Cena: -
Gdzie Kupiłam: Dostałam, ale były w Kauflandzie
Kaloryczność: 489/100g
220 kcal w połowie tabliczki


poniedziałek, 9 maja 2016

Mondelez, Alpen Gold Nussbeisser

Tak jak obiecywałam dziś lepsze zdjęcia i przy okazji więcej. 
Mam dla was także ogłoszenie parafialne. Będzie mnie tu mniej, duużo mniej, czasem coś się pojawi, ale wtedy kiedy będę miała czas i chęci, nie wiem czy to będzie raz w tygodniu, czy rzadziej, może częściej. Jutro moje marzenie się spełni, nadal nie mogę w to uwierzyć, mam ochotę skakać do sufitu i płakać ze szczęścia w poduszkę :) Na instagramie coś wrzucę, a chętnych do zobaczenia o co chodzi zapraszam jeszcze raz na snapa <magiac> Do zobaczenia :)
Ach, no i jeśli przyjmiecie mnie znów to pod koniec czerwca wracam do regularności :)
Z resztą co ja się sram, dla innych (w tym was) to jest tak naprawdę nic, wpisy przecież będą, koniec ogłoszenia, ty! budź się, teraz przyjemniejsza część wpisu :)


Przymierzałam się do zakupu klasycznej Nussbeisser, jednak nie w takim rozmiarze, tę dostałam na urodziny, była rozwiązaniem problemu jak i kolejnym problemem, jest całkiem spora :)
Opakowanie niezmienne jest od lat, zna je chyba każdy, jeśli sam czekolady nie próbował, to kartonik z okienkiem z pewnością widział - u babci, cioci, rodziców, przecież to ta słynna czekolada z okienkiem, lepsza od innych prawda? Sprawdźmy. 
Dziesięć pasków, nie wyglądają imponująco, aczkolwiek sentymentalnie, pamiętam jak wcinałam z mamą 100 gramówkę na pół, zazwyczaj w lecie miałyśmy na nią fazę, a 7 latka cieszyła się z płynącej po palcach czekolady. Odwróciłam czekoladę,a raczej wróciłam na poprzednią stronę, a tam.. Mnóstwo, mnóstwo orzechów, na każdą cząstkę przypadało kilka wielkich sztuk. Pochwał ciąg dalszy, zapachu nie można pominąć, iście nutellowy, orzechy i czekolada, czekolada i orzechy, słodycz - cudowna mieszanka. 


Znalazły się małe puste miejsca, które oczywiście wykorzystałam, całkiem gruba czekolada łamie się twardo, w buzi natomiast okazuje się miękkim, łatwym kąskiem. Delikatnie proszkowa, wyraźnie tłusta, niestety zbyt słodka, mleczność wyraźnie pochodzi od mleka w proszku (czuć nutę jego charakterystycznego smaku), rozpływa się nie tak szybko, błotniscie, ale znika szybko, puchatkowe kakao nie odgrywało żadnej roli, było rozmytym tłem, a słodycz stała zdecydowanie zbyt wysoko, po kilku czystych gryzach aż drapie w gardle. 
Ratunkiem miały być orzechy, szybko więc się za nie zabrałam, co nie było trudne, bez problemu się oddzielają, są świeże, duże i okazałe, podprażone dzięki czemu bardzo chrupiące. Zero wilgotności, żadnego zatęchłego flaka, były wręcz suchawe, na końcu wyczuć można delikatną goryczkę - ideał, tak jak w białej wersji


Czekolada jest nimi złagodzona, samej nie chciałabym mieć, słodycz tak nie atakuje, orzechy czuć nie tylko za sprawą urozmaicenia w postaci chrupkości, ich smak wybija się przez mleczność. W miejscach gdzie laskowców było mniej konsumpcja dostarczała delikatności, błogiej błotnistosci, tłustej mleczności i mocnej słodyczy, jednak i tak było smacznie. Kurcze było naprawdę smacznie, orzechy to majstersztyk,  były cudowne, odmieniły czekoladę, nadały jej nowe życie. Dwa paski oddałam mamie, ale z resztą nie miałam problemu, mimo, iż blokowała inne słodycze, jeśli będę miała ochotę na czekoladę z orzechami w niskiej cenie to z pewnością po nią sięgnę. 
Uważajcie tylko, bo łatwo "wchodzi", za łatwo :)


Ocena: 5+/6
Cena: dostałam
Gdzie kupiłam: jak wyżej
Kaloryczność: 555/100g
122 kcal w pasku 





Czekoladka po zdjęciach wygląda co najmniej biednie :)

niedziela, 24 kwietnia 2016

Colian, Goplana Złoty Orzech

Mimo, że psychicznie nie jest najlepiej, a brak prawdziwego przyjaciela doskwiera to cieszy mnie, iż nie czuję tego przymusu codziennego pisania. Wcześniej to już była taka rutyna, skoro zaczęłam to tak miało być, ja i mój charakter mamy nadzwyczajne predyspozycje do przesadzania, jak nie w jedną to w drugą stronę. No, ale jestem i myślę, że także wy będziecie zadowoleni z takiego obrotu sprawy, coś będzie się pojawiać, lecz nie będziemy się wzajemnie przemęczać, w jednym tygodniu będzie 6 postów, w drugim 3, ot taka samowolka :D (nie wierzę, że to piszę, wszystkie wpisy zaplanowane z wyprzedzeniem, ustalone co i kiedy jem, lubię spontaniczność, lecz nie w kwestii jedzenia i bloga własnie - cud).


Z Goplaną jako dziecko się nie znałam, Milka w domu królowała, a swój pierwszy raz pierwsze spotkanie z firmą odbyło się za sprawą ulubionych cukierków kilku letniej dziewczynki, które rzekomo zamknięto w tabliczce. Początkowo twierdziłam, że inne wersje z tej serii mnie nie ciekawią, jak to zwykle bywa reklama zrobiła swoje i złapała biednego konsumenta (mnie) w swe sidła. Jednak nie tej widniejącej na zdjęciu zapragnęłam spróbować, kiedy się zdecydowałam na Pistachio to co się stało? 90 gramowy produkt zniknął z półek bez słowa pożegnania. Ileż razy można przechodzić przez alejki sklepów szukając oczami zielonego wypełnienia? W końcu z czymś wyjść chciałam musiałam, wewnętrzny głos nie idący w parze ze zdrowym rozsądkiem kazał mi wydać te nieszczęsne 2,69. 
Złoty plastik nie jest brzydki, ale nie szczególnie wpasowuje się w moją estetykę. 


Wyjęłam z niego dziesięć sporych, aczkolwiek płaskich kostek, minimalistycznych, ozdobionych inicjałem firmy i pachnących naprawdę mocno. Orzechowo, trąciło to nawet takim nutellowym, znanym każdemu zapachem, jednak posiadało delikatnie sztucznawy pierwiastek, na pewno był orzechowo - mleczny i słodko kakaowy. Podzielenie na paski nie ukazuje zawartości, przekroiłam więc jedną  z cząstek, na spodzie mieściła się gruba warstwa czekolady, na niej zaś ton jaśniejsze wnętrze, wygląda ono na suche i niejednolite. Miękka otoczka oddziela się łatwo, jest niezwykle gładka, mleczna i orzechowa na tym samym poziomie, lecz ja nie powiedziałabym, że jest to czysty migdał. Na pewno nie została całkowicie pozbawiona kakao, natomiast kakao całkowicie pozbawiono goryczy. 
Czuć mleko w proszku, a słodycz nie dominuje, nie sądziłam, że to powiem, ale smakuje mi bardziej niż ostatnio Milka O.o Tworzy błotko gęste, muliste (nie mówię tu o za słodkim smaku), tłuste, lecz nie obrzydliwie czy nachalnie. 


Nadzienia było mało, za mało, trudno wyjąć je z zagłębienia, okazało się miękkie i tłuste - idealne do formowania (znaczy, nie żebym próbowała). W smaku także tłustość czuć jako pierwszą, ale zaraz po tym do kubków smakowych  rzucają się orzechy, intensywne, laskowe, aromatyzowane i pyszne :D
W tym elemencie słodycz była silniejsza, choć pasek czy dwa nie powinien zasłodzić, a błotko, które powstało znów było gęste i przyjemne.
Całość jest miękka, maksymalnie orzechowa i błotnista, mocno tłusta, jednak jeszcze nie na poziomie przeszkadzającym, słodyczy również nie brakowało, mimo to byłam zaskoczona tym jak mi smakowała. 
Kostki oczywiście pokonałam zębami, przecież po coś je mam, ale i rozpływała się świetnie, szybko, gęsto błotniście, słodko i mlecznie, a przede wszystkim wyraźnie orzechowo. Wiadomym jest, że ostatni walor podkręcany był aromatem, jednak jedząc cząstkę nie było czuć sztuczności. 
Przyznam, iż na końcu było za słodko - nie zmieni to faktu chęci zapoznania się z Goplaną. 


Ocena: 5-/6
Cena: 2,69
Gdzie kupiłam: Kaufland
Kaloryczność: 554/100g
100 kcal w pasku


niedziela, 3 kwietnia 2016

Ferrero, Grand Ferrero Rocher

Nie wiem, znów nie wiem co tu napisać, mam  takie chwile, że nie mam siły. Zwyczajnie w świecie męczę się sama ze sobą. Nie lubię niedzieli, gorzej niż poniedziałku, za dużo czasu, za dużo siedzenia w domu, za dużo myślenia. Tak bardzo chciałabym być normalna. 
Szybko, bo jeszcze się rozgadam, a przed nami wpis nie krótki, a czy smaczny?  


Pralinkę w złotku zna chyba każdy, ale nie każdy miał okazję trzymać w ręku wielką kulę od Ferrero. 
Oprawa wygląda bardzo ładnie, dzięki temu idealnie sprawdzi się na prezent, tylko nie pakujcie kuli do torebki :D Zdjęłam papilotkę, gorzej było ze złotkiem, od spodu przyklejone zostało wielkimi plackami kleju, szpecąc przy tym złote pudełeczko, które chroni wnętrze przed rozbiciem w wyniku nieostrożnego traktowania. Odkręciłam górę, która ukazała ładnie i perfekcyjnie pofalowaną czekoladę, przez którą przebijały się jasne plamki. Zapach jaki się uniósł był wyraźnie i mocno mleczny, słodko orzechowy, ale i kakao dawało coś od siebie, można podsumować go jednym słowem, po prostu apetyczny. Czekolada miejscami jest bardzo gruba, gdzieniegdzie zaś biednie cienka, orzechów w nią wtopionych jest dużo, a niektóre z nich są naprawdę spore. 


Połówki trudno się oddzielają, ale czekolada nie jest twarda, łatwo ulega zębom i waży równe 100 gramów.  Po dobrym początku przyszedł czas na jedzenie, gryz i ogromne rozczarowanie, liczyłam na niebiański smak, rozkosz dla podniebienia, a tu skucha. Z pierwszym kawałkiem było tanio i płytko (sama nie wierzę, że to piszę), już wolałabym Milkę, ale postanowiłam się zagłębić. Czuć nutkę kakao i to nie słodkiego puchatka, jednak bez goryczy, obecna słodycz nie jest za wysoko, w sam raz, do tego było lekko tłusto i odrobinę mlecznie, lecz to wszystko jest takie bez wyrazu, mdłe, mocno rozczarowujące. 
Kawałek powędrował na język i czekał, nie długo, orzechy od wewnętrznej strony przez chwilę drapały podniebienie, ale nie kaleczyły go.


Czekolada rozpuściła się szybko, szybko też zniknęła, nie stworzyła błotka, zostawiła natomiast ogrom orzechów. Podprażonych, soczystych, świeżych i genialnych. Ich otoczka jednak rozpłynęła się trochę rzadko, tłusto, aczkolwiek nie nadto i mocno słodko, nawet bardzo, wcześniej tak tego nie odczułam. Mogłam wyróżnić także kakao, jednak na końcu już dominowała słodycz. 
Całość jest chrupiąca, orzechowa, taka niezła, do zaakceptowania, ale nie do rozwodzenia się nad nią podczas jedzenia. Nie zmienia to jednak faktu, że rozczarowująca, no i z pewnością nie na cenę 20 złotych, która widniała pod kulą przed przeceną. 


Ocena: 3/6 (dla czekolady)
Kaloryczność: Nigdzie nie podana dla samej czekolady, przyjmijmy, że
603/100g 
Cena: 11.99 (przecena)
Gdzie Kupiłam: Alma


W środku czekoladowej kuli umieszczone zostały dwie pralinki, ułożone na złotej tacce, owinięte w złotko, wyglądają naprawę ładnie. Zawsze wolałam je od Rafaello, ale w domu gościły dużo rzadziej, gdy dostawałam pralinki znacznie częściej padało na białe, obsypane szatańskim wtedy tworem (teraz już wiórki mi nie przeszkadzają). Szybko je otworzyłam i poddałam wstępnym oględzinom, mimo, że przecież już z nimi obcowałam. 


Mała kulka oblana jest znacznie jaśniejszą czekoladą, orzechy występują w ilości nieposkąpionej, a orzechowo - czekoladowy, słodki zapach jaki się znad niej unosi jest cudowny. To było prawdziwe wyzwanie dla mej silnej woli, wdech, wydech, jeszcze zdjęcie przekroju. A ten wygląda bosko, duży orzech, gruba warstwa czekolady i krem, który oddzielony od niej był cienkim wafelkiem. 
Otoczka oddziela się łatwo, miękka, orzechowa podobna do czekolady z kuli, lecz delikatniejsza, wyraźniej i mocniej mleczna, a przez to, lub raczej dzięki temu lepsza w odbiorze. Następny w kolejności był wafelek, typowy andrut, lekki, delikatny, kruchy i słodki na poziomie idealnym. Świeży, dobrze wypieczony, czuć także charakterystyczną, pieczoną waflową nutę. 


W końcu dotarłam do kremu, łatwo odchodzi od chrupiącej osłony, gęsty, tłusty, od razu czekoladowo - kakaowy, później zaraz wyraźnie orzechowo laskowy, słodki, taki Nutellowy, ha! więcej jest nawet lepszy niż nutella, którą uwielbiam od dziecka. Jako kropka nad "i", podkreślenie cudowności tegoż to produktu został nam orzech, z lekką, charakterystyczną goryczką, świeży, soczysty, chrupiący, czy ja mam mówić tu coś więcej? Ugryzłam drugą i ostatnią :( pralinkę, sekunda przechodzenia zębów przez miękką czekoladę, następnie chrupnięcie wafelka, później łatwo przebiłam się przez miękki krem, aby dojść do soczystego zwieńczenia. Całość jest, dokładnie w takiej kolejności, mocno orzechowa, co więcej nie jakoś tam orzechowa, ale wyraźnie laskowa, później słodka, kakaowa, tłusta na poziomie nie przekraczającym granicy, po prostu pyszna. 
Te dwie kulki skończyły się tak pysznie, tak genialnie, już zapomniałam jak bardzo je uwielbiam. 
Pomieszanie konsystencji, plątanina smaku, rozkosz dla zmysłów, chwila błogości. 
Mogłabym usiąść z całym pudełeczkiem w fotelu, zgasić światło, wyłączyć muzykę, rozpakowywać kolejne pralinki. 


Ocena:  tam - tara - dam 7 wyróżnienie słodyczoholika
Kaloryczność: 603/100g
74 kcal w pralince


Może szybko podsumuję giga "pralinę". Wygląda świetnie, dlatego idealnie sprawdzi się na prezent, ja jednak nie kupiłabym jej ponownie, czekolada była słaba, a na konto jej 100 gramów wolałabym te osiem pralinek więcej. Zakupu nie żałuję, ale za 20  złotych nie polecam :)

poniedziałek, 22 lutego 2016

Mondelez, Milka I Love Milka Pralines

Znów nie wiem co tu napisać, chciałabym powiedzieć tyle rzeczy, ale to nie miejsce. 
Nie będę tu wymyślać na siłę, zapraszam do czytania, a ja idę po słuchawki i książkę ;)


Pralinki, czekoladki, bombonierki i ptasie mleczko to produkty, których raczej sami nie kupujemy, stanowią idealny dodatek do prezentu, choć nie dla każdego udany. No bo co może być lepszego niż prezent i czekoladki? Udane czekoladki :D Ja z Milkowych serc ucieszyłam się bardzo, bo i bardzo dawno ich nie jadłam, na zerwanie folii nie czekały długo, już tego samego dnia wylądowała w koszu. Opakowanie nie zmieniło się od lat, serce, napis i prezentacja zawartości, a to wszystko na fioletowym tle, standard, ale przyjemny dla oka. W środku znajdziemy 20 sztuk, każda ma idealny kształt, logo oraz mleczno - orzechowy zapach. Szybko zaczynają się topić, a palce zostawiają na nich ślady. Czekolada najgrubsza jest w górnych rogach, trudno się oddziela, a rozpuszcza błyskawicznie, nawet w palcach, po chwili trzymania - to niezbyt mi się podobało. 


Robi błotko, słodkie, mleczne, tłuste, orzechowe i aksamitne, czyli nic innego, jak tylko znana wszystkim "fioletowa krowa". Drobinek orzechów jest mniej niż na obrazku, jednak nie powinno być to zdziwieniem. Posiekane/zmielone na wiór, po zerwaniu miękkiej czekolady rozsypują się na wszystkie strony, chrupiące, podprażone, wydawało mi się, że zostały wzbogacone o słodkie kawałki, ale nie ma o tym mowy, może zapożyczyły trochę od reszty? Nadzienie okazało się bardzo tłuste i (znów)miękkie, słodkie, oraz idealnie gładkie, nieco jaśniejsze od czekolady i mocniej orzechowe, mleczne, jak delikatniejsza Nutella.  Z łatwością daje się formować, brudzi palce, rozpuszcza się równie szybko co zewnętrze. 
Całość jest bardzo słodka, miękka, mleczna i orzechowa. 


Pralinka położona na języku nie potrzebuje pomocy, rozpuszcza się szybko, robi błotko, mleczne, gładkie, mówiąc prosto czekoladowe, do tego dochodzi słodycz, kiedy nagle rozsypują się orzechy. Plączą się w powstałej masie, do której dołącza krem nadający orzechowego smaku, którego nie mogę nazwać migdałowym. W buzi chwilę mamy bagienko, muliste, zalepiające, słodkie, mleczno - orzechowe, zaraz orzechowo - mleczne, tłuste, na szczęście nie margarynowe, zero obrzydliwości  i pełne mini orzechów, które na końcu zostają same. 
Mimo, iż słodycz stała wysoko, była większa niż w Ritter Sport Nuss - Kipferl, którą jadłam tego samego dnia, to oprócz niej było także więcej smaku, było czekoladowo, orzechowo, zdecydowanie intensywniej. Do tego podczas jedzenia nie opuszczało mnie wrażenie, że mam 8 lat, siedzę w pokoju oglądając prezent urodzinowy (to na tę okazję zazwyczaj je dostawałam :D) i wcinam czekoladki, które nie są niczym innym, jak tylko miękką czekoladowo - orzechową dobrocią, zasładzającą, lecz jak pysznie :D


Ocena: 5/6
Cena: dostałam
Gdzie kupiłam: jak wyżej
Kaloryczność: 550/100g
     30 kcal w pralince 


wtorek, 19 stycznia 2016

Ritter Sport, Whole Hazelnuts

Wstać czy nie? Boże nie wstanę! Zaśpię, zimno mi, nic się nie stanie jak nie pójdę. Debilu, przecież nie znosisz przepisywać, wstawaj! Rozumiesz?! WSTAWAJ! to ostatnia szansa, zaraz będziesz biegała z jęzorem na brodzie, już 15 po siódmej.. Ostatnie ostrzeżenie, wstawaj.
Chyba zaraz padnę na klawiaturę i usnę. Serio jestem nieprzytomna, wstać rano to nie lada sztuka. Wy też macie taki problem? Może czas zacząć kłaść się wcześniej? - hahaahahha

Zaniepokojona widokiem kilku ostatnio otwieranych słodyczy postanowiłam wziąć się za te leżące najdłużej, ostrożności nigdy za wiele więc nie zastanawiałam się,  złapałam tabliczkę zakupioną we wrześniu, jej termin się zbliżał, a do tego to produkt z orzechami, przez myśl przebiegły mi orzechy zatęchłe. Jak się później okazało pospiech nie był potrzebny, więc z resztą "staruchów" się nie gorączkuję. 


Opakowanie przedstawia tam tabliczkę, mnóstwo orzechów, barwa czekolady i logo RS, nie ma co długo nad nim rozmyślać, trzeba otwierać. Tak na marginesie - czy ktoś z was, kiedykolwiek otworzył ją tak jak sugeruje producent, dobrowolnie połamał ją przed otwarciem? 
16 kostek ukazało się w stanie idealnym, pomiędzy nimi prześwitywało kilka orzechów, logo było na miejscu, wszystko, zdaje się, jak należy. Kolor jednak był zadziwiająco ciemny, zupełnie nie mleczno - czekoladowy, ale nie był to brąz wskazujący na tabliczkę gorzką czy nawet deserową. Pachnie kakaowo z dozą słodyczy, intensywnie, nawet zatkany nos nie zatrzymał zapachu. Spód wypełniony dużymi orzechami, jak zwykle znalazły się dwie gołe kostki, jak zwykle też znalazłam w tym plus. Zaczęłam od chrupaczy. 

Było ich dużo, kilka skrywało się wewnątrz kostek, łatwo dawały się oddzielić  i spróbować. Chrupiące, podprażone, gorzkawe, a także lekko wilgotne w środku, niby dobre, okej, a nie smakują mi tak jak w białej Alpen Gold, tamte to było mistrzostwo!
Z trudem ułamałam pusty kawałek, czekolada jest twarda. Ciekawa co z tego wyniknie zostawiłam pole do popisu samej cząstce, niech robi co chce. Nie rozpuszcza się tak szybko jak mleczne tabliczki, do tego nie do końca gładko, nie jest przesłodzona, obok słodyczy stoi kakao i niewysoka mleczność. Zaskoczyła mnie bardzo, jest stonowana, kakao (to mleczna czekolada :D) czuć wyraźnie lecz nie gorzko, w buzi okazuje się miększa, robi błotko, subtelnie słodkie. Zaczyna delikatna słodycz, dołącza do niej i przewyższa kakao, następnie dochodzi mleczny pierwiastek, to drugie przybiera na intensywności, a słodkość równa się z mlecznością. 


Grube kostki na początku aż ciężko opanować, orzechy odgrywają dużą rolę, wpasowują się,  także przyczyniają się do ostatecznego odbioru tabliczki  - jako mało słodką. 
Nie wiem co z nią zrobić, szukałam słodyczy którą łagodziłyby orzechy, mleczności i aksamitności, którym charakteru nadawałyby wyżej wymienione. Ta tabliczka to przeciwieństwo  cech, których oczekiwałam, które jak dla mnie powinny być w każdej mlecznej tabliczce z orzechami. Było okej, ale nic więcej, na pewno nie wrócę do niej ponownie, wolałabym sprawdzić jak ma się sprawa w klasycznej "czekoladzie z okienkiem". 

A wy co o niej myślicie? Lubicie? Może to moja była jakaś felerna? 
Biała to przy niej mistrzostwo! :D


Ocena: 3.5/6
Cena: 2.79(promocja)
Gdzie kupiłam: Kaufland
Kaloryczność: 573/100g


sobota, 9 stycznia 2016

Mondelez, Milka Toffee Wholenut

Są takie słodycze, z którymi wiążą nas wspomnienia, pyszne i słodkie, każące wręcz sięgnąć po dany produkt ponownie. Doskonale pamiętam w jakich okolicznościach pierwszy raz jadłam dziś prezentowaną czekoladę, było lato, miałam kilka lat, kupiłyśmy ją z mamą idąc na kompromis, zakochałyśmy się od pierwszej kostki. Wracałam do niej kilka razy, nie powiem ile dokładnie, ale myślę, że będzie to liczba krążąca wokół sztuk sześciu. Miałam na nią ochotę już dłuższy czas, ale nie mogłam znaleźć jej w żadnym sklepie, rozumiecie?! Najpyszniejszej milki nie było w Almie, Carrefourze, Kauflandzie, znalazłam jedynie w sklepie no name "u siebie", ale kosztowała 17 złotych! O.o Aż tak mnie nie powaliło, postanowiłam, że poczekam, w końcu dowiozą. Jednak zaczęłam się już martwić, że wycofują ją z naszego rynku, tak samo jak to się stało kiedyś z dużą Noisette. Była już kolejna promocja, podczas której za 300 gramów szczęścia i kalorii wystarczy zapłacić jedynie 7 złotych bez jednego grosza. Na szczęście, z szybciej bijącym sercem, pełna obaw, że zabraknie jej na blogu, poszłam po raz enty do supermarketu i w końcu mogłam wyjść w pełni zadowolona, wzięłam tablice, zostawiając na półce jedną, złamaną.
Wróciłam do domu, zakupy włożyłam do pudła, a najważniejszej zdobyczy kazałam czekać, czekać na cukrową chcicę, pamiętałam jakich wrażeń kiedyś mi dostarczyła i byłam pełna nadziei, że zdobędzie maksymalną ilość punktów, że nie zawiedzie, nie zburzy obrazu czekolady niemal idealnej.  


Przy każdej dużej Milkce (wykluczając Choco Jelly) zachwycam się nad jej opakowaniem, uspokajający wręcz fiolet, wielka, apetyczna, przekrojona kostka, wygląda to naprawdę dobrze, zachęcająco i pysznie. Chwila zadumy nad oprawą i szybkie przejście do zapachu. Uchyliłam plastik, od razu poczułam słodką woń,  mleczno czekoladowo - karmelową, przełknęłam ślinę i wysunęłam długi prostokąt. Został podzielony na 9 rządków, 36 małych kostek, każda z nich ma wypukły "guziczek", na którym widnieje "słodki akcent" w postaci logo "Milka". No dobra, łamanie na paski trudne nie było, łatwo, szybko i przyjemnie :D Bez żadnych trzasków, bez krzywego dzielenia, bez gięcia i psikusów. Ukazało mi się nadzienie koloru brudnej bieli brudnego beżu (internet się przydaje :D, ach te kolory). Wygląda to zachęcająco, jeszcze lepiej gdy przekroimy kostkę, co prawda jedne orzechy są duże i okazałe, inne małe i biedne lecz każde oblepione karmelem, wygląda to wręcz idealnie. 


 Bałam się, że czekolada zacznie rozpuszczać się w palcach, to się nie stało, jest jednak bardzo miękka, gruba, nie z każdej cząstki daje się ładnie oddzielić. Bardzo mleczna, słodka, rozpuszcza się szybko, aksamitnie i tłustawo. Jest dobra, typowa milka, w mniejszej ilości, jako otoczka, sprawdza się świetnie. Następne poszły orzechy, nie są tak kruche jak w ostatnio jedzonej Alpen Gold, gorzkawe, nie podprażone (albo ledwo ledwo) i chrupące. Otaczał je karmel, złocisty, płynny i lepiący. Wystarczyło rozgryźć kostkę, aby zobaczyć jak ciągnie, wylewa się jego "nitka". Gładki i bardzo słodki, w smaku to prawdziwa mieszanka wyraźnego toffi i karmelu. Nieprawdopodobnie szybko przeszłam do kremu, nadzienie jest miękkie, ale gęste i zwarte. Gładkie, nieznacznie tłuste, jeszcze słodsze od czekolady i karmelu, mleczne i powiedziałabym, że orzechowo karmelowe, najpierw wyczułam orzechową nutę, później wysunęła się karmelowa, niezbyt intensywna lecz wyczuwalna, robiło się coraz bardziej słodko, a krem wydawał się zbliżać w stronę toffi. Rozpuszcza się szybko i gładko. 


Położyłam kostkę na języku i pozwoliłam swobodnie rozpuszczać, dzieje się to szybko, czekolada robi błotko, zaczyna łączyć się z nadzieniem/kremem, karmel wypływa, muska kubki smakowe i otacza powstałą masę. Breja jest bardzo słodka, i gładka, zostaje jedynie orzech, reszta znika, zostaje kulka, aby było na czym zawiesić ząb. Z drugą cząstką rozprawiłam się tak, jak lubię, od razu poddałam naciskom szczęki. Jest bardzo miękka, jedwabista, chrupiący element próbuje przełamać słodycz. Całość bardzo słodka, w smaku głównie czuć czekoladę i karmel, wyróżnia się on, jednak dochodzi do niego krem i orzech. "Karmelowe Toffi", orzechowo - toffiowy krem, mleczność i wysoka słodycz. 
Pyszna, miękka, mleczna, strasznie słodka i toffiowo karmelowa. 


Crispy Joghurt zdobyła 5,  Choco & Biscuit miała 10 w starej skali, co równoznaczne jest z 6 dzisiejszą, a Toffe Wholenut jest zdecydowanie lepsza, nie pozostaje mi więc nic innego.. :D 


Wiecie co, w Kaufie mnie przerobili, półka z dużymi milkami obklejona była żółtymi karteczkami oznaczającymi przecenę, zaopatrzyłam się w parę innych słodkości i udałam się do kasy. Standardowo zachowałam paragon aby móc spisać cenę na blogu. Wiecie co? Policzyli mi za nią 10,90, właśnie pisząc ten  post się o tym dowiedziałam, dobra pewnie i tak bym ją kupiła, ale żyłam w świadomości, że nabyłam ją za jedyne 7 polskich złotych. 


Ocena: tam - tara - dam! wyróżnienie słodyczoholika
Cena: 10,90
Gdzie Kupiłam: Kaufland
Kaloryczność: 560/100g
    187 kcal w pasku


środa, 6 stycznia 2016

Mondelez, Alpen Gold Nussbeisser BIAŁA

Nie wierzę jak ten czas pędzi, jutro do szkoły, a ja siedzę i piszę, podczas gdy mam nic nie zrobione. Książki nie spakowane, nawet do nich nie zajrzałam, powinnam zmyć, spiłować i pomalować paznokcie, wysuszyć włosy, ehh... Meczu nie odpuszczę, skoro "mam czas" i siłę to na bloga również coś wrzucę, ups, na resztę coś mało czasu zostanie. Zawsze wszystko zostawiam na ostatnią chwilę, a potem biję się w pierś dlaczego za każdym razem jest ta sama historia i się nie wyrabiam, coś zostaje nie zrobione, coś co dla innych byłoby priorytetem, dla mnie jest raczej mniej ważne, zawsze nauka zostaje zbita na dalszy plan i to ona jest tym na co zwyczajnie machnę ręką i powiem "jakoś to będzie", nie skromnie powiem, że zawsze jakoś jest, lepiej lub gorzej, ale jest. A podobno człowiek uczy się na błędach, haha, raczej nie ja :D

Macie ochotę na czekoladę? Na nią zawsze jest czas!



Kiedyś, pod recenzją jakiejś czekolady, zapewne z orzechami, nawet nie wiem czy na moim blogu, ktoś napisał mi abym spróbowała białej Nussbeisser,  tak zupełnie szczerze, nawet nie wiedziałam o jej istnieniu. Czekolady spod szyldu Alpen Gold, w czerwonym wdzianku nie były mi szczególnie bliskie, wykluczając oczywiście klasykę, mleczną z całymi orzechami laskowymi. Zawsze z mamą przeglądałyśmy wszystkie w sklepie i przez okienko wybierałyśmy tą, która ma najwięcej orzechów :D Potem wracałyśmy do domu i oglądając film bądź serial jadłyśmy na pół. Na białą nie zwracałam uwagi, a i pierwowzór gościł u nas dawno, dawno.  Zapisałam na listę, później kilka razy mijałam w sklepach, ale zakup nie padał, aż do.. kiedyś tam :D Nieważne, jest i zapraszam na moją opinię.


Okienko pozostało niezmienne, kartonik różni się niewiele, jest po prostu jaśniejszy, za to na pewno zmieniła się folia(?), w którą owinięta jest czekolada, kiedyś była ona po prostu zawinięta w przeźroczysty kawałek folii, nie była szczelnie zamknięta, co ja gadam, w ogóle nie była zamknięta, pamiętacie może taką? Teraz jest ona "wzbogacona" o czerwone elementy i na pewno lepiej zachowuje świeżość. Szybko się jej pozbyłam i nawet nie musiałam przystawiać nosa, jak to mam w zwyczaju robić, pachnie bardzo intensywnie, czułam ją z drugiego końca kuchni. Jest to zapach  przede wszystkim słodki, dochodzi do tego pierwiastek mleka w proszku i waniliowa szczypta, totalnie nie mam pojęcia skąd ona się wzięła, w składzie o niej ani słówka. Od razu z czymś mi się on skojarzył, zastanawiałam się na tym przez cały czas, nawet po zjedzeniu, ale nadal nie mam pojęcia co to mogło być. 


Po co się rozdrabniać, tabliczka podzielona została na na sześć pasków, podzieliłabym ją raczej na pięć i  je  jeszcze na pół (czyli dziesięć kostek), ale i tak nie narzekam, lepiej mieć co ugryźć niż położyć przed sobą tysiące małych kosteczek. Dalej są one ozdobione orzechem  liściem leszczyny pospolitej wraz z jej dojrzałym owocem :D, przez które przebijają się orzechy "siedzące" na spodzie. Jest ich naprawdę dużo, są całe i niemałe, nie wszystkie idealnie obrane i jak chyba zawsze ostatni pasek jest goły ich pozbawiony. 
Czekolada jest twarda, łamie się z trzaskiem i nierówno, orzechy bez trudu możemy oddzielić i to od nich dziś zaczniemy. Nie są twarde, wręcz kruche, bardzo chrupiące, łatwo ulegają naporom zębów. Świeże, zachowały pełnię smaku, jakby delikatnie, leciutko (bo lekko to za mało powiedziane :D) podprażone. 
W sumie to nawet mi się przydał ten pusty kawałek, bez problemu (choć i tak by go nie było xD) mogłam spróbować czekolady. 


Jest ona bardzo słodka i tłusta, szybko się rozpuszcza i robi coś podobnego do błotka, "zakleja" buzię, tworzy gładką masę, mieszankę cukru, tłuszczu i mleka w proszku, wiem brzmi to obrzydliwe, ale nie było takie złe. Najbardziej czuć słodkość, potem, taką wręcz aksamitną tłustość, jest piekielnie słodka lecz także waniliowa, jasnym jest, że za sprawą aromatów. W buzi okazuje się przyjemna - nie taka twarda, zęby wbijają się gładko i bez większego trudu, niestety, jak już mówiłam (kilka razy), jest mocno słodka, czuć to od razu, najbardziej i cały czas. Całość zdecydowanie podnoszą orzechy (inaczej wystawiłabym 2-3), sprawiają, że tabliczka nie jest tak słodka, co bardzo mnie zdziwiło, nie gryzie się jej tak twardo, za to chrupie w każdym kęsie. W smaku mocno czuć orzechy, zalewane są aksamitnością i słodyczą, fajnie się komponują.  
Dobrze by było jakby poprawili samą czekoladę, kupowałabym ją częściej, skład jest krótki, owszem, ale co z tego, skoro na 10 składników, 3 to tłuszcz, nie miałabym nic przeciwko, w końcu to tłuszcz kakaowy i mleczny, ale wzbogacono całość jeszcze o roślinny, a cukier zajmuje dostojne, pierwsze miejsce. Niemniej jednak z orzechami mi smakowała, pewnie kiedyś kiedyś, o niej wrócę. 

Przeżywam rozterkę, co wystawić, chyba jeszcze nigdy nie miałam takiego problemu, orzechy były super i chyba uratowały całość, czekolada nawet jak dla mnie była bardzo bardzo słodka, od razu ostrzegam innych, ja jestem wręcz "nieśmiertelna" :D


Ocena: 4/6 (orzechy <3)
Cena: 3,33
Gdzie kupiłam: Kaufland
Kaloryczność: --->

Podobał Ci się wpis? Masz odmienne zdanie, a może jakieś rady? Chętnie posłucham wszystkiego i wszystkich z osobna. Będzie mi miło, gdy zostawicie ślad swojej obecności ;)