Pokazywanie postów oznaczonych etykietą carmel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą carmel. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 maja 2016

Mondelez, Milka Triple Caramel flavor

Jestem coraz bliżej realizacji mojego największego marzenia, a wszystko zdaje się być przeciwko mnie, każdą chwilę na to poświęcam, ale mam nadzieję, iż pomimo ogromnego pecha? za tydzień (a może trochę więcej) będę mogła cieszyć się z każdej chwili. 

Podziwiam wegan i wegetarian, chciałabym nie jeść mięsa, ale obecnie przechodzę takie zawirowania jedzeniowe, że się na to nie porwę. Dziś zaczęłam swój w 100% wegański tydzień i postanowiłam, że będę sobie taki urządzać co miesiąc. Może to dla was głupie, ale ja jestem zadowolona, przynajmniej tyle :)

Łeb mi pęka. 


Milką Triple się nie jarałam, ale mieć chciałam, kupiłam, przywiozłam do domu, zjadłam, bez większych emocji, może pojawiły się podczas jedzenia? Zobaczmy. 
Nad opakowaniem nie trzeba długo się rozwodzić, jest fioletowo, krowiasto i ładnie, kostki jak zwykle prezentuję się okazale, aby troszkę zepsuć sielankowo słodki nastrój obok nich wklejono kaloryczność, niech bioderka wiedzą na co mają się szykować (żeby nie było, nie jest tragicznie, jest nawet nieźle, bo tabliczka liczy 90 gramów, a na 100 przypada 527 kalorii). Wysunęłam więc tabliczkę, podzielona została w innym niż zazwyczaj systemie, liczy 12 prostokątnych cząstek, po 4 każdego nadzienia, aby móc je odróżnić ozdobione zostały inaczej, co nie znaczy, że każda ładnie, wolałabym loterię, a wy? Od razu wam powiem, że łamie się gorzej od czekoladowej, nieidealnie równo, nie liczcie też na trzaski, otoczka jest miękka, łączy wypustki umożliwiając nam spróbowanie.


Już miałam się wgryźć, lecz na chwilę zatrzymał mnie zapach, również gorszy, choć nadal zapowiadający pyszne doznania smakowe, słodki i karmelowy, następnie mleczny. Jak pewnie wiecie zaczęłam od czekolady, aksamitna, tłuściutka, niebiańsko mleczna, niestety zdecydowanie za słodka, jakby wręcz karmelowa, czy ona przypadkiem nie przeszła nadzieniem? Kostki z chrupiącymi kawałkami to mleczność z dodatkiem kolejnej, tym razem chrupiącej słodyczy. Cząsteczek tych nie ma dużo, jedna z kostek to niemal sama czekolada, druga z kolei marnie zaopatrzona była w otoczkę, za to złocistych kamyczków miała od groma. Spore, gładkie, kanciaste, ogromnie tłuste, przywiodło mi to na myśl faworki, taki tłuszcz, na którym coś już było smażone, ale zdobyły dużego plusa - nie włażą w zęby i są idealnie twardo - kruche. 
Kolejna do ust powędrowała część z płynnym środkiem, nie mogę powiedzieć, że to Caramel, gdyż karmel występujący tutaj jest bardziej płynny, mniej gęsty, bliżej mu do tego z Toffee Wholenut, bardzo słodki, delikatnie palony(!), pyszny, kostka ta to zasłodzenie gwarantowane, jednak połączone z zadowoleniem kubków smakowych.   


Ostatniego nadzienia było najwięcej, otaczała go cienka warstwa, łatwo odpadającej czekolady, Przypomina on spód od przywoływanej już Toffee Wholenut, minimalnie proszkowy i w takim samym stopniu mleczny. Tłusty, na pewno nie karmelowy, a śmietankowy, nie tak bardzo słodki, dzięki czemu to trochę taki odpoczynek, nie bez powodu znalazł na środku tabliczki. Po połączeniu obu elementów kostki jest mlecznie, błotniście i słodko na poziomie akceptowalnym, (nie)stety nie karmelowo i prawie jednolicie. 

Najgorsza okazała się cząstka z chrupiącymi kawałkami, było to okej, ale zbyt zwyczajne, nieporywające (:D), na drugim stopniu podium postawiłam mleczno - śmietankowy krem, który wraz z otoczką tworzył genialne błotko, lecz nie był karmelowy. Zaszczytne, najwyższe miejsce w moim osobistym rankingu zajęła część z karmelem, była to miękkość, gładkość, maksymalna słodycz, ale i karmel, czuć go od pierwszego do ostatniego gryza. 
Wsunęłam trzy paski, jednak było mi za słodko, gratulacje za pomysł, podoba mi się nawet bardzo, jednak gdyby trochę popracować nad wykonaniem - zahamować maszynę dodającą cukier to byłoby jeszcze lepiej. 
Czytałam na jej temat 3 recenzje i mam nieco inne zdanie, w każdej pojawiło się to samo zdanie, mówiące o tym, iż tabliczka ta to połączenia tego co już zobaczyć mogliśmy, ja jednak wyłapałam malutkie różnice, było podobnie - lecz nie tak samo. 


Ocena: 4,5/6
Cena: 3,29
Gdzie kupiłam: Żabka
Kaloryczność: 527/100g
119 kcal w 3 kostkach 

czwartek, 10 marca 2016

Mondelez, Cadbury Curlywurly

Znów nie mam na czasu, nic nie robię, a sam ucieka mi przez palce.. No nic, zapraszam do czytania, bo ostatnio na takie paplanie to tylko wasz czas marnuję :D


Kolejny z batoników(?) od C, kolejny sprzedawany w zbiorczym opakowaniu. Czasem ma to swoje plusy, jak mi coś posmakuje to mam wymówkę, że muszę zjeść ich aż (na przykład) 6, gorzej jak jest przeciwnie i szukam tylko kogoś, kto przyjmie niesmaczny podarunek. Tutaj podoba mi się już na starcie, opakowanie "ozdobione" zostało jedynie napisem, gruba czcionka, kolory i jest naprawdę ładnie. Oddzielnie zapakowane paski są wąskie i cienkie, kryją w sobie słodkie warkoczyki, pierwszy raz spotykam się z taką formą słodyczy i muszę przyznać, wygląda ciekawie. Znad jednego z nich uniósł się zapach słodki i bardzo mleczny, królowała znana nam już czekolada Cadbury. Pokrywa ona wyrób bardzo cienko i nie daje się oddzielić, w smaku, od tej tabliczkowej, nie różni się wcale. Bardzo słodka, równie mleczna, nie posiada nawet cienia kakao, jednak nadal, z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest pyszna. 
Nóż spotyka się z lekkim tylko naporem, przechodzi gładko i łatwo. Karmel ciągnie się i rozciąga, przez to czekolada jakby się marszczy, sypie, odpada na wszystkie strony, przez to wygląda wyjątkowo brzydko, jak skóra na starym żółwiu. Przynajmniej mogliśmy spróbować otoczki, wystarczy tylko zebrać trochę, z kilku tysięcy okruszków, no nie, to mi się nie podoba. 


Karmel, który odgrywa główną rolę okazał się gęsty, zwarty, twardawy, jednak wciąż posiada pewną miękkość, od razu oblepia i włazi w zęby. Jest gładki, nie tak żujkowy, zapewne dlatego, ze znacznie cieńszy od zmory w postaci Marsowych kulek, a co ze smakiem, w końcu on jest tu najważniejszy. W tej kwestii na pewno jest lepiej, mocno słodko - jak na karmel przystało, przy tym nie piekielnie. Przyjemny, śmietankowy, w pewnej chwili chciałam nawet powiedzieć palony, jednak ta myśl uciekła mi z głowy tak szybko, jak się pojawiła. Czekolada na początku nadaje delikatności, muska mlecznością i znika szybko, zostawia odsłania karmel, z którym chwilę się pobawimy. Mięknie pod wpływem ciepła, oblepia zęby, na szczęście nie jest to jakoś strasznie męczące. Jak już zaczyna się rozpływać robi się naprawdę dobrze, szkoda tylko, ze dopiero po jakimś czasie. Pod koniec jedzenia trochę zaczyna przypominać toffi, słodkie, śmietankowe, lecz zaraz znów karmelowe. Zewnętrze stanowi jedynie krótki podkład, karmel długo raczy nas swoim smakiem, a zarazem nie męczy, nie miałam dość po jednym gryzie. 
Ciągnąco - mordoklejkowaty, ale można się postarać i normalnie działać zębami, ja nie jestem fanką takiej konsystencji, ale jeśli ktoś lubi mordoklejki to powinien być zadowolony. 
Ach, no i osoby na diecie, tylko 118 kalorii, a zabawy co niemiara :D


 Ocena: 4/6
Kaloryczność: 455/100g
  118 kcal w sztuce

niedziela, 28 lutego 2016

Lindt, Caramel

Dziś bez zbędnych wstępów, bo jak zwykle wszystko zostawiam na ostatnią chwilę i jestem bardziej niegotowa niż przygotowana do szkoły, ale cóż, bywaa :D Nie wierzę, że jutro muszę wstać o 7 (i tak pewnie skończy się na 7:25), ale pocieszam się tym, że tylko tydzień i weekend, później drugi, trzeci i święta, a później to już poleci. Myślami jestem na wakacjach :D

Zapraszam na czekoladę, którą jadłam jakieś dwa miesiące temu, ale tak czekałam i czekałam, aby przed tym dodać czystą mleczną, tylko ileż można czekać, nie mam ostatnio ochoty na zwykłą, choć pyszną, czekoladę ;)


Spojrzałam na nią w sklepie, pomyślałam, że i tak mam sporo zakupów, więc nie biorę, to tylko czekolada z karmelem i nugatem, wjechałam na górę po schodach, doszłam do drzwi wyjściowy galerii i nagle obróciłam się o 180 stopni, nic nie myśląc zmierzałam ku schodom, weszłam po zdobycz, pozbawiając się tym 13 złotych. Wracając. Opakowanie do mnie trafia, jest cieniowane, ombre(?) czy jak to tam się nazywa, ma złote elementy i nie jest przekombinowane. Otwiera się ładnie, znów na styl koperty, dodatkowo produkt chroni sreberko, ozdobione zostało logo Lindt'a i łatwo się rozrywa. Tabliczka podzielona jest na 4 rządki po 3 kostki, są one inne niż zwykle, przyjęły formę kapsułek, co mi osobiście się podoba, łatwo spróbować czekoladę, a i nadzienia jest sporo. Pachnie pięknie, naprawdę pysznie, bardzo mlecznie, następne dotarło do mnie słodkie kakao, na końcu zaś, o dziwo, stonowana słodycz. 


Wygląd zewnętrzny, zapach - super, pierwsze wątpliwości pojawiły się po rozkrojeniu kostki, a to wnętrze powinno zachwycać. Karmel ma dziwną, zielonkawo - złocistą barwę,  nie zastanawiałam się nad tym długo, kawałek czekolady poleciał do ust. Czekolada okazała się bardzo mleczna, tak prawdziwie, smacznie mleczna, rozpuszcza się aksamitnie i błogo, szybko robi błotko. Słodka, lecz nie tak bardzo jak przeciętne czekolady (mam na myśli Milkę :D), miękka, oraz tłuściutka. Następny na język poszedł karmel, zdecydowanie miększy, półpłynny i ciągnący, przy tym gęstszy niż ten występujący w ostatnio recenzowanej karmelowej. Na początku bardzo słodki, ale w miarę rozpuszczania uwalnia charakterystyczny, lekko palony smak, który jednak po chwili przeradza się w dobre toffi. Na koniec zostawiłam sobie nugat, znów miększy od otoczki, lecz nie tak bardzo jak złocista warstwa, delikatny, chce się rzec lekki, ale jest także tłustawy. Gładki i orzechowy, na pewno skądś go znam, wiem! Bardzo podobny do nadzienia z Ritter Sport Praline, mazisty, orzechowo - mleczny. 


Całość jest miękka, nie mogę tego nie zaznaczyć, szybko, aczkolwiek nie błyskawicznie się rozpuszcza, mlecznie, zaraz orzechowo, w końcu uwolniony zostaje karmel, podkręca on słodycz, która balansuje już na granicy. Proces tworzenia błotka nie trwa długo, czekolada początkowo tworzy z pralinowym nugatem gęstą masę, łączy się z karmelem, który rozrzedza konsystencję i dodaje cukrowej słodyczy. Jest tłuściutko, mlecznie, orzechowo, a także mocno słodko. Naprawdę smacznie, konsystencja do mnie trafiła, była mazista i przyjemna, smak również nie był gorszy, nie będę się powtarzać, ale półpłynny twór stanowił fajny dodatek do (nieco gorszego niż w RS) nugatu, ciężko odróżnić go od zewnętrza podczas jedzenia, ale jest dobrze. Liczyłam na coś więcej, wiem, że dużo oczekiwać nie można, bo połączenie należy do tych prostszych, lecz myślałam, że po zjedzeniu będę chciała więcej, że bez zastanowienia dodatnie ona wyróżnienie. 
Żebyśmy się dobrze zrozumieli, coś chaotycznie dziś piszę, jest/było naprawdę smacznie, spokojnie możecie próbować, jeśli tylko cena was nie odstrasza ;)


Ocena: 5,7/6
Cena: 12.90 zł
Gdzie Kupiłam: Alma
Kaloryczność: 543/100g
136 kcal w pasku



niedziela, 7 lutego 2016

Ritter Sport, Caramel Nuts

Naklejamy uśmiech i zaczynamy, każdy dzień taki sam, różnią je tylko jedzone słodycze :d Chciałabym być normalną nastolatką, ale cóż, żeby jedni mogli być nazywani normalnymi, inni muszą być nienormalni, no nie? Tylko ja i czekolada, chyba nie moja wina, że nie zostałam stworzona po to aby być z ludźmi, co z tego, że łatwo zawieram kontakty i takie słowo jak "wstydzę się" prawie nie istnieje, skoro przyzwyczaiłam się do siedzenia w domu i pogłębiania uzależnienia od czekolady, dziś naliczyłam ułożone w pudełku,  między ciastkami i innymi słodkościami aż 32 tabliczki, macie większe "przewinienia" czy powinnam się leczyć? haha 


Opakowanie choć barwa nie należy do moich ulubionych podoba mi się, apetyczne karmelowe kostki, orzech laskowy, ciepłe i zachęcające, w dużej mierze dzięki niemu tabliczka nie musiała długo czekać. 
Jedyne co mnie irytuje to ten ślad po naklejce lecz na to wpływu nie miałam, a także przecież nie jest to "wina" producenta. Karmelowo - maślane nadzienie wypełnione kawałkami orzechów i wafelków, zamknięte w mlecznej czekoladzie, połączenie to wydało mi się godne oceny poza skalą i idealne na cukrową ochotę, spełniło wymagania? Gdy tylko ją zobaczyłam zapragnęłam spróbować, zapach tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu. 


Standardowe 16 kostek ma apetyczną mleczno brązową barwę, tabliczka łamie się łatwo, równo,  z charakterystycznym dla wafelków, które zawiera chrzęstem. Pachnie bardzo intensywnie, mlecznie, słodko, kakao również ma swój udział, nic nie wysuwa się za bardzo, za tę część mogłabym dać maksymalną ocenę, oby tylko smak szedł z tym w parze. Patrząc na skład (którego nie mam zdjęcia, nie został przetłumaczony) tłuszczu nie brakuje, a jednak podczas krojenia czekolada oddziela się od nadzienia, które zaczyna się kruszyć, jak to możliwe? Przynajmniej miałam ułatwione zadanie i od otoczki zaczęłam. Błogo się rozpuszcza, szybko i aksamitnie, jest mocno mleczna, słodka lecz grzechem byłoby powiedzieć, że za bardzo, a także kakaowa, nie mocno, ale jest ono wyczuwalne przez cały czas jedzenia. 


 Już podczas wydostawania nadzienia, co swoją drogą dzieje się bez problemu (xD), okazuje się, że nie ma co martwić się o to, iż jest za suche. Za to pierwsze co czuję to wysoka słodycz, rozpływa się błyskawicznie, znika w sekundzie, a moje kubki smakowe jakby zastygły, robimy więc drugie podejście. Jest tłuste i tak jak mówiłam bardzo słodkie, trzeba się wczuć aby poczuć karmel, za nim stoi maślany smaczek, który nie jest zbyt intensywny. Pełne drobinek orzechów i andrutów(?) , przez to trzeszczące i nie rozpuszczające się gładko, tych pierwszych jest znacznie mniej, kilka wypadło podczas krojenia, nie są przemielone na wiór, a także nie podprażone, świeże lecz ich smak w całości wyczuwalny jest słabiutko oj słabiutko. Kawałki wafelków lekkie i chrupiące, ale nie niwelujące słodkości, w końcu miał być karmel, a często producenci dają mnóstwo cukru i myślą, że to wystarczy, nie palony, nie wykwintny, chwilami jednak obecny. Kiedy z nadzienia pozostaje niewiele wyłania się orzechowy posmak, a cząstki nieco pchają się w zęby, są takie kostki, w których więcej ich niż samego kremu, który mógłby być trochę mniej słodki. 


Całość jest bardzo miękka, karmel chowa się w cieniu, ale nie ma smaku, który zdecydowanie by dominował. Czekoladę czuć od razu, zęby jednak w sekundzie uwalniają wnętrze, które nadaje słodyczy i smakiem szybko łączy się w jedność. Wafelki i orzechy podczas jedzenia da się rozróżnić, mocno chrupią i trzeszczą, ale gdyby ktoś dał mi cząstkę bez oglądania opakowania miałabym problem ze wskazaniem smaku "głównego" - karmelu.  Rozpuszcza się szybko, nie potrzebuje pomocy, czekolada błotniście, mlecznie, aksamitnie, do tego przyjemnie tłusto, a kakao wyczuwalne jest cały czas. Szybko odsłania szorstkie nadzienie, które poddaje się temperaturze jak na wyścigi. Na koniec zostają drobinki, mimo trzymania na języku, udziału w procesie rozpuszczania, nie rozmiękły, zachowały trzeszczące właściwości. 
Mlecznie, mocno słodko, chrupiąco, nuta kakao nas nie opuszcza, karmel wyczuwalny jest mniej niż mało, a jednak jest pysznie. Mogłoby być mniej cukru, a nad karmelem mogli popracować, nawet z minusami kostka za kostką wędrowała do moich ust. Smak nie był wyszukany, nie taki by kupować nałogowo, jedną tabliczkę za drugą, ale na tyle pasujący mi, że nie zauważyłam kiedy na talerzu były same okruszki. 


Ocena: 6/6
Cena: 4.99
Gdzie kupiłam: Decathlon
Kaloryczność: 585/100g 

niedziela, 3 stycznia 2016

Thorntons, Triple Chocolate Caramel Shortcakes

Nasze oczekiwania i wyobrażenia często zderzają się z brutalną rzeczywistością, a dziecięce marzenia zostają zmiażdżone niczym listek przejechany walcem. Mając kilka lat chciałam być już szesnastolatką, nie wiem dlaczego, ale ta liczba wydawała mi się już tak bliska dorosłości, chciałam decydować o sobie, zrobić  tatuaż, a jednocześnie ukończyć szkołę wojskową, znaleźć faceta,  z którym dzieliłabym pasję. Mielibyśmy piękne, wielkie psy (husky, owczarek niemiecki, labrador), mały domek, terenowy samochód i dwa motocrossy. Nie chciałam aby łączył nas ślub, a jedynie bezgraniczna i prawdziwa miłość. Nie mięlibyśmy dzieci, za to spędzalibyśmy czas aktywnie wraz z wiernymi psami.  Oboje spełnialibyśmy się zawodowo, pomagali schroniskom, bylibyśmy szczęśliwi. Marzenia uległy tylko niewielkim zmianom. Teraz chciałabym mieć "rękaw", domek na odludziu, blisko plaży i lasu, reszta pozostała, aktywne życie, pełne spontaniczności, "ciężkiej" muzyki i psów. Niestety zmianie uległo jeszcze coś, niby nic, a jednak zmienia wszystko, mój światopogląd. Choć w środku nadal mam marzenia małej dziewczynki, to jednak kilka czynników wpłynęło na to, że odbieram świat tak, a nie inaczej. "Facet wcale nie jest mi potrzebny, poradzę sobie ze wszystkim sama, nie potrzebuje litości, pomocy i mężczyzny, który zapewne będzie chciał zrobić ze mnie kurę domową". Myślicie, że co? Jakby spódnice były wygodniejsze, to oni by je nosili, a nie my, świat ma być ułożony po ich wygodę. Bycie szczęśliwym wciąż jest dla mnie NAJWAŻNIEJSZE, ale czy mogę być naprawdę szczęśliwa? Będąc sama? Zauważając, że mi zależy dopiero wtedy gdy to tracę? Wszystko się kiedyś kończy, najgorsze jest to, że nie wiemy kiedy, nie wiemy w jakich okolicznościach. Teraz wiem, że nie udałoby mi się wszystkiego pogodzić, że dorastanie nie jest fajne i najchętniej całe życie byłabym dzieckiem. W świecie politycznym jak i pogodowym dzieją się rzeczy na które nie mam wpływu, a z pracy mogliby mnie wylać, za to, że bez uprzedzenia "wzięłam wolne" aby pojechać ze zwierzakiem do weterynarza. Życie to jedna wielka loteria, los rozdaje karty, musimy brać co dają. 

Na lepszy przykład możemy wziąć słodycze, kupujemy coś co wygląda pięknie, jest estetycznie zapakowane i nie kosztuje tyle ile przeciętny polak zarobi w przeciągu trzech miesięcy. Wyobrażamy sobie jaki to raj dla podniebienia i wracamy do domu z szerokim uśmiechem. Siadamy przed telewizorem, w którym leci nasz ulubiony serial i otwieramy opakowanie. Zawartość jest zmasakrowana, śmierdzi gorzej niż dwutygodniowe skarpety bezdomnego, do tego po ugryzieniu kawałka wyplułaś go celując w zdjęcie byłego i to już nie wiesz czy dlatego, ze jest to takie obrzydliwe, czy dlatego, że odcinek jest totalnym niewypałem, a Twój ulubiony bohater popełnia samobójstwo. 

Tym o to, jakże niezrozumiałym i (za)długim wstępem przechodzimy do recenzji, czy to do niej kierowany był ten monolog? 


 Dziś prezentowany produkt zjadłam dzień przed jego limitowaną wersją, to dlaczego jest później, spytacie? W sumie to sama nie wiem, tak jakoś wyszło :D Opakowanie jest całkiem inne, niezmienny pozostaje jedynie układ kostek na talerzu :D Tu mamy ciemne kolory i ciemną zawartość, na tacce znów 10 małych kostek, które tak samo mnie rozczarowały, nawet bardziej, przy drugich wiedziałam czego się spodziewać i były ładnie ozdobione. Przycięte równo, oblane również lecz wyglądają marnie, "gołe i wesołe":D Pachną bardzo myląco, znów jasnym wafelkiem przekładanym kakaowym kremem, nieco alkoholowym. Z największą delikatnością wyjęłam je z zagłębień, tak aby nie uszkodzić żadnego z kawałków. 


Jednak ogólnie wyglądają o wiele lepiej, ciemny spód, ciemne nadzienie(?) i tafla czekolady mlecznej, wydaje się jakby lepiej być nie mogło, tylko smak także się liczy, prawda? No więc zacznijmy od góry. W proporcji do reszty jest cienka i łatwo odchodzi, mleczna, wyczuwalnie (nieco mocniej od limitki) kakaowa i nie przesłodzona. Lekko tłusta, gładka, aksamitnie i szybko się rozpuszcza. Po takim wstępie tylko ma się ochotę aby przejść dalej. Po niej jest warstwa najgrubsza, czekoladowo - karmelowa. Miękka, bardzo proszkowa masa od razu przywiodła mi na myśl wypełnienie z ciasta "Stefania". Jest kakaowa, ale nie tylko, nazwałabym ją kakaowo - czekoladową (wiem, że brzmi to absurdalnie), karmelu nie wyczułam żadnego, toffi, nic, gdybym przed pisaniem nie przeczytała składu, nawet nie wiedziałabym, że miał tam być. Część ta oddzieliła się "gładko", bez problemu więc mogłam przejść do tego, co znajdowało się na spodzie. Były to ciastka, drobno zmielone i mocno "ubite"  w formie, zwarte, dobrze wypieczone. lekko słone lecz prawie wcale nie kakaowe. 


Pewnie myślicie, że szału nie ma, wrażenia to na was nie wywarło, tylko spróbujcie to połączyć i zjeść w jednym gryzie.. Całość jest miękka,  rozlewa się pod wpływem ciepła i łączy z rozpuszczoną czekoladą, ziarnisty spód pląta się między nimi i  trzeszczy. Jest to słodkie, ale nie przesłodzone, mocno (potrójnie) czekoladowe, pyszne. Jak ciasto, świeżo upieczone, przepyszne ciasto. 
Czegoś takiego nie ma w Polsce i nad tym ubolewam, bez wahania wystawiam (chyba) pierwszą, zasłużoną, wypasioną 7, zapomnieliście o niej? Ocena poza skalą, przyznawana tylko produktom z efektem WOW i takim do których muszę wrócić ;)  


Ocena: tam-tara-dam! 7 wyróżnienie słodyczoholika ;)
Kaloryczność: 445/100g
          62 kcal w jednym


A marzenia trzeba spełniać, próbować, może to one mają się spełnić, wszystkie się spełnią? ;)
Moje myśli to jeden wielki burdel bałagan, istny rozgardiasz. Spokojnie, spokojnie, kiedyś je uporządkuję :DD

sobota, 26 grudnia 2015

Thorntons, Festive Mini Caramel Shortcakes

Święta, święta i po świętach. Nie mogłam rozpocząć inaczej. Więcej było czekania na nie, ale cóż, powinniśmy się przyzwyczaić. Jak wam minęły? Spędziliście miło czas z rodziną? Bez zmartwień i kłótni? Mam nadzieję, że tak. Siedzę sobie przy choince, uwielbiam to. Święta lubię chyba najbardziej za dekoracje i nastrajanie się poprzez oglądanie filmów, słuchanie piosenek. W rzeczywistości oczywiście czar pryska i jest nieco inaczej niż sobie wyobrażałam, ale cóż, bywa, nie można mieć wszystkiego. Nie będę narzekać i was zanudzać, każdy chce jak najdłużej cieszyć się atmosferą i tym czasem, więc nie zatrzymuję was na długo, przecież "spotkamy" się jutro lub pojutrze, albo w jeszcze następny dzień lecz na pewno. Spędzajcie miło chwile z rodziną ;* 

 Jednak mała edycja :D Wzięło mnie na krótką wspominkę ;D Lubicie Kevina? Jak uwielbiam, oglądałam milion razy, chyba nigdy mi się nie znudzi. Pamiętam jak oglądałam go pierwszy raz, miałam kilka lat, 5?4?6? nie pamiętam tak dokładnie :D. Siedziałam na podłodze tak zapatrzona w telewizor, że nawet nie zauważyłam jak mama podkłada mi prezent pod choinkę. A było to w ty samym pokoju, do tego choinka stała obok mnie haha :D Wtedy już przestawałam wierzyć w mikołaja i te sprawy, ale byłam w szoku, a mama tłumaczyła, że to gwiazdka wrzuciła go przez okno  haha :D "Świąteczny cud" :D

Zastanawiałam się, pisać czy nie, co pisać i o czym. Stanęło na tym, że zaprezentuje wam dziś coś świątecznego, a właściwie w świątecznej wersji.  Po spróbowaniu brownie(?) spod tego szyldu, wiedziałam, że muszę zjeść od nich coś jeszcze, poprosiłam, a tu dodatkowo przywędrowała edycja limitowana, jestem w niebie. Podstawę już jadłam, przeczytacie o niej niedługo, od razu na drugi dzień otworzyłam tą i.. Sprawdźmy po prostu czy był to dobry pomysł.



Opakowanie jest dość małe i płaskie, oczami wyobraziłam sobie wielkość kostek, otwieram więc różową, świąteczną folię, swoją drogą, czy różowy kojarzy wam się ze świętami? Na plastikowej tacce spoczywają kawałki co najmniej marne, biedne, malutkie, za to ozdobione genialnie. Na równej tafli czekolady namalowano idealne, białe wzorki, wygląda to uroczo. Pachnie zupełnie nie tak jak myślałam, typowo wafelkowo, słowo daję, jak wafelek przekładany kremem kakaowym. No dobra, nawet nie pytam skąd taki zapach :D Wyjęłam kostki do zdjęć, są prawie idealnie równe, takie ładnie, a współpracować nie chciały. Modele słabi, ciągle ostrość gubiłam >.<


To próbujemy. Czekolada ładnie daje się oddzielić, nie za gruba, nie cienka jak opłatek, chce się rzec idealna, ale co ze smakiem? Mleczna, gładka, lekko tylko tłusta, do tego wyczuwalnie kakaowa. Nie przesłodzona i naprawdę dobra, szybko i błogo się rozpuszcza. Pod nią jest warstwa karmelu, przypomina mi on bardziej masę karmelową. Jest miękki, rzadki, nie rozlewa się, ani nic z tych rzeczy, ale nie jest nawet w małym stopniu zwarty. Słodki i nieco proszkowy, karmelowy - tu ameryki nie odkryłam, jednak znalazłam także miodową nutę. Spód składa się z drobno pokruszonych, a raczej zmielonych ciastek. Ziarnisty, mocno wypieczony i lekko słony, (nie)stety trochę czuć tłuszcz jakim został zlepiony, ale nie przeszkadza mi to. Nie jest to obrzydliwe, margarynowe czy przesadne. 


Nie zawiodłam się. Było mocno słodko, miękko, z wierzchu idealnie gładko,  zaraz karmel rozpływał się po buzi, następnie ziarnisty spód trzeszczał w zębach. Trzy całkiem różne warstwy, całkiem inne smaki i konsystencje, łączyły się i uzupełniały. To jest naprawdę pyszne, w dodatku to coś innego, nie widziałam w Polsce czegoś podobnego, a szkoda, Thorntons będę poznawać dalej. 


Ocena: 6/6
Kaloryczność: --->

poniedziałek, 14 września 2015

Ital Gelato, Lody włoskie o smaku karmelu i soli morskiej

Wybaczcie, ale pierwszy raz ogarnął mnie taki leń, że nawet nie chciało mi się nic wstawić. Pierwszy raz :D
Ale jestem i postaram się, aby były codziennie (no, może z wyjątkiem niedzieli :D). Sobota zleciała nawet nie wiem kiedy, wstałam i tak przesiedziałam nic nie robiąc.. A niedziela? Ha, to już w ogóle nic nie mówię. Ona była? Nie zauważyłam xD Byle do piątku? Bez różnicy, 3 dni "wolnego" - to lubię :D 

Was też dziwią zbliżające się upały? Już dziś jak wracałam ze szkoły to było mega gorąco. Już w kurtce chodziłam, a tu połowa września i krótkie spodenki? Nie narzekam ;)



W biedronce pojawiły się przy okazji tygodnia włoskiego, dostępne w trzech smakach, od początku wiedziałam po jakie idę, najciekawsze :D


"Lody włoskie 100%", "na bazie złocistego karmelu". 
W kwadratowym, nie dużym/średnim, opakowaniu, widać przez nie zawartość, włożone w tekturową etykietkę - całkiem ładnie. 


Otwieram, moim oczom ukazuje się jasna, zwieńczona sosem masa, tego drugiego, u góry jest bardzo mało. Ma złocisto - karmelową barwę i jest rzadki, jak dla mnie za rzadki. Smakuje identycznie jak polewa z butelki, taka jaką dostaniemy w lodziarniach, tych lepszych, ale jednak, czuć głównie cukier, jest bardzo słodki - nie mówię że nie dobry. 


Masa lodowa - zacznę od konsystencji. Jest miękka, puszysta, bardzo puszysta, dzięki temu delikatna, a co za tym idzie - szybko się rozpuszcza. Wole te zbite i gęste, lecz ta lekkość była całkiem fajna i to dosłownie lekkość - kubek (473ml) waży zaledwie 260 g. 
Pierwsza łyżeczka, od razu czuję, że lody robione są na bazie mlecznej. Słodkie, nie przesłodzone, ogromny zawód sprawił mi brak jakiejkolwiek goryczki, szczypty choćby soli - nic z tych rzeczy. 

Zaraz po mleczności czuję karmel, po chwili zamienia się w delikatną kawę z mlekiem, nadal karmelową, karmelowe frappe. Ten posmak nie trwa długo, wraca karmel, słodki i mleczny, lecz delikatny, nienachalny. 
Słodycz ta jest przyjemna, całe pudełko na raz? Spokojnie, nie czuć palącego w przełyku cukru.


Smaczne i wciągające, zabrakło pewnych, ważnych elementów: palonego cukru, soli morskiej - bardzo na to czekałam. Nie zachwyciły mnie, was pewnie także, a jednak całe zjadłam za jednym posiedzeniem, tak po prostu. Dla zasady? Bo tak zaplanowałam? Nie wiem, potem może i było mi "ciężko", ale hmm, karmelowo ;) Spróbować warto, ale czy wracać ponownie, lecieć do sklepu i łapać póki są, przy okazji odchudzając portfel o 7 zł? -  Jeśli oczekujecie lodów z solą morską - nie, jeśli karmelowych - to już wypada o wiele lepiej. 


Ocena: 4/6
Cena: 6,99
Gdzie kupiłam: Biedronka
Kaloryczność: 215/100g
       559 kcal w kubasie 

Składniki "wykwintnej receptury" (xD)  odtworzone mleko odtłuszczone,  świeże mleko 10%, pasta karmelowa (cukier palony, woda, kolor karmelowy, aromaty), cukier, olej kokosowy, słony karmel (syrop glukozowy, cukier palony, woda, słodkie mleko skondensowane (mleko, cukier), skrobia, sól, aromat, stabilizator (agar - agar)), dekstroza, syrop glukozowy, płynna fruktoza, emulgatory (mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych), stabilizatory (guma chleba świętojańskiego, guma guar, karagen).

Cukier w różnych postaciach wystąpił 7 razy, a sól? - jeden i to dość daleko, szkoda.

poniedziałek, 7 września 2015

R&R Ice Cream, Daim

Wiecie co? Jestem z siebie dumna, haha xD W niedzielę, jak nie miałam się czego "czepić", zajrzałam do mej kolekcji opakowani, o której wam już coś tam wspominałam.. Boże po co mi to? :D Przejrzała, obejrzałam, pomyślałam, przesegregowałam i cały kosz wypełniłam papierkami :D Została Milka i Rittery, w których się zakochałam.. Kiedyś i tak trzeba by to zrobić, więc czemu nie teraz, skoro już się za to zabrałam.. Śmieszne, ale prawdziwe, ta mania stawała się "niebezpieczna" :D
Okej, nie było to inspirujące, ani ciekawe, ani nawet ważne..Ale przynajmniej ktoś się uśmiechną, zaśmiał ? Ej, jak to nie? Chcę "widzieć" uśmiechy na waszych twarzach.. Tak, ja.. Która zawsze  myśli że i tak wszyscy umrzemy i.. itd :D No więc.. Zróbcie to dla mnie..mam dobry humor, czujecie to? :D

Lody karmelowe (5% pasty karmelowej) z kawałkami kruchego karmelu z mleczną czekoladą w polewie z mlecznej czekolady 32% i kawałkami karmelowo - migdałowymi.


Trzeci już próbowany na patyku, tego byłam ciekawa najbardziej, przebije kubeczkowego?
Zacznę od opakowania, znów czerwień rzucająca się w oczy, z tym, że główną rolę odgrywa bohater dzisiejszego spotkania xD i tu prezentuje się o wiele lepiej.
Otrzymujemy średniej (standardowej) wielkości bryłkę, oblaną czekoladą, chropowatą - bo z kawałkami wnętrza Daima. Gruba otoczka jest bardzo słodka, smaczna, po prostu dobra mleczna czekolada. Zatopione w niej cząstki znów są słodkie, karmelowe i chrupiące, twardo - chrupiące. 


Masa lodowa jest już nieco niżej, jeśli chodzi o poziom cukru, zarówno od otoczki, jak i w próbowanym przeze mnie kubku. Karmelowa, lecz słabo, już bardziej waniliowa, nie topi się szybko i za to plus. W nią również wtopiono chrupiące, karmelowe drobinki, towarzystwa dotrzymywały im nieco większe, czekoladowe - w smaku takie jak warstwa zewnętrzna.
Cząstki dodawały coś ciekawego, fajnego, ale niestety także słodyczy. 


Zjadłam ze smakiem, ale nie dorównują pierwszemu. 
Po skończeniu nie czułam niedosytu, a słodycz właśnie. 
Słodkie lody, ze słodkimi dodatkami, oblane pyszną, ale przesłodką czekoladą - całość jest po prostu bardzo słodka.
Spójrzmy na kalorie, kubek liczył ich 252, a napatykowiec? Zaledwie 2 mniej. Zdecydowanie lepiej sięgnąć, po produkt bez polewy, zarówno jeśli chodzi o ilość, smak, jak i kalorie, cena też nie jest dużo wyższa.
Aczkolwiek, nie zrozumcie mnie źle, ten lód też jest okej, a chrupiąca warstwa zewnętrzna, mogłaby stanowić wzór :D


Ocena: 4,5/6
Cena: 3,59
Gdzie kupiłam: Delikatesy Centrum
Kaloryczność: 349/100g
                     250kcal w sztuce

niedziela, 6 września 2015

Mondelez, Cadbury Dairy Milk Marvellous mix - ups with Maynards

Hej, hej, odpuszczam sobie wstęp, bo i tak notka będzie dość długa, żeby gorzej nie zniechęcać, zapraszam niżej :D

Ostrzeżenie: tekst będzie wypełniony emotkami i powtórzeniami, wybaczcie.


CADBURY DAIRY  MILK  CARAMEL NIBBLES, 
 MILK CHOCOLATE AND WHITE CHOCOLATE COVERED FUDGE,
 FRUIT FLAVOURED JELLIES 


Pierwszy próbowany przeze mnie mix, mam nadzieję, na coś zaskakującego, a wy? ;)
Składa się on z trzech elementów: pastylek, bloczków, zaraz zobaczycie z czym (taa, to po co tan opis wyżej? xD) i różnych żelek (żelków?). Zacznę od tego, co też pierwsze spróbowałam, mianowicie żelki - są one potwornie twarde i gumowe, włażą w zęby i są mega słodkie. Zostawiały dziwny, słodki posmak w gardle, lecz jedzone wraz z pastylką zyskiwały na smaku, łączyły się i były nieco lepsze, tworzyły coś intrygującego. 


Od razu małe "sprostowanie". Nie jem owoców, nie lubię i tyle, raz na "ruski rok" sięgnę po małego banana, czy mandarynki z puszki. Pewnie powiecie, że to niezdrowe, dziwne i tak dalej, ale cóż. Nie będę "naciągać" smaków i nie mówcie mi, że wymyślam, próbowałam  i to nie dla mnie :D


Pomarańczowych jest najwięcej i smakują jak każde żelki o tym kolorze. 
Białe - najmniej słodkie i jakby lekko miętowe, bardzo specyficzne w smaku.
Żółte znów sztuczne w smaku, bananowe głównie z kształtu.
Czerwone - jedliście landrynki w przezroczystych folijkach? Smakują tak jak te bordowe.
Różowe o ile się nie mylę są malinowe, jak dla mnie w czołówce :)
Zielone - najlepsze, najmiększe, jabłkowe.
Wiem, że nie wiele dały wam te krótkie opisy, ale starałam się :D
To co charakteryzuje czekoladę Dairy Milk to jej mleczność, nawet nie myślcie o kakao, to pysznie mleczna, tłustawa i słodka czekolada. Producent nawet zamieścił informację, że na każde 227g czekolady przypada 426ml świeżego, płynnego (xD) mleka.
Słodkiego, lepkiego i można powiedzieć płynnego karmelu jest bardzo mało. Jedliście pastylki Milki Carmel - to coś takiego.


Na koniec zostawiłam coś co ciekawiło mnie najbardziej: bloczek wyglądający jak ptasie mleczko, będący jednak znacznie cięższy i wiadomo, całkiem inny. Cienka warstwa czekolady jest ta sama, podobna do Milki, cienkich, białych zygzaków w smaku nie da się odróżnić.
A serce? Ma jasną karmelową barwę, nie jest tłuste, jego struktura przypomina trufle, lecz jest jest nieco bardziej sucha, pasuje mi to, ta konsystencja jest naprawdę fajna. Pierwsze o czym pomyślałam to nugat, ale nie, przecież to nawet obok nugatu nie stało, to jeszcze coś innego. Próbuję, nadzienie jest słodkie i krówkowe, pysznie krówkowe. 


Mam mieszane uczucia. Żelki były straszne, sztuczne i twarde, za to prostokątne czekoladki? cukierki?, pyszne - dostałyby ode mnie celujący xD Karmelu mogłoby być więcej, ale nie był to największy problem. Wyrzuciłabym kolorowy twór, a dodała.. nie będę kończyć - wiecie czego :D 
No cóż, oceniamy całość ;/

Ocena: 3/6 - dzięki czekoladkom? :D
Kaloryczność: 410/100g 

piątek, 28 sierpnia 2015

Mars, Twix Cappuccino

Też tak czasem macie, że budzicie się rano i macie kompletną pustkę w głowie? jak tylko otworzyłam oczy, wiedziałam, że to nie będzie "mój dzień", nie stworzę niczego ciekawego, nic zero, kompletna czarna dziura. Ale wierzcie mi, wcale nie chcę się wymigać czym coś w tym stylu, jedyne o czy teraz myślę to Ritterka leżąca w moim koszyku (po którą zaraz zresztą śmigam) i kot, kurcze czego mam przed oczami kota? Nigdy go nie miałam, ani nawet nie lubiłam... Boże moja psycha mnie zadziwia xD


Miała go już chyba każda z was. Ja jakoś specjalnie nie szukałam i nie ubolewałam nad tym, że spotykam się z nim dopiero teraz, nie powiem też, że był mi zupełnie obojętny. 
Baton ma estetyczne opakowanie, złoto-biel-czerwień ładnie się ze sobą komponują i tworząc coś miłego dla oka. 


Otrzymujemy standardowe, dwa paluszki ( swoją drogą myślałam, że są większe ;)). Przyjemny kawowy aromat mieszał się z czekoladowym zapachem. Przypomniało mi to Cappuccino z saszetki, które za dzieciaka robiła mi mama. Bohater składa się z trzech warstw, wizualnie niczym nie różniących się od klasyka. Czekolada charakterystyczna dla wyrobów firmy Mars, warstwa cienka, słodka, mleczna i gładka. Grube ciastko również pozostało bez zmian, jasne, nie słodkie, suche i kruche, jak wszyscy pewnie wiedzą smaczne. Na nim znajdował się "punkt kulminacyjny" - karmel. Miękki, gładki, ciągnący i oczywiście słodko - maślany. To w nim tkwi tajemnica produktu. Ma on smak "napoju bogów", a raczej słodkiego, sypkiego Cappuccino z torebki, co wcale nie znaczy, że niedobrego. Jest mocno wyczuwalne i nadaje ciekawego smaku. 


Szkoda tylko, że gdy jemy całość ten smak gdzieś ginie, staje się mniej wyczuwalny, nie zmienia to jednak faktu, że limitka udana.
Połączenie miękkiego/ciągnącego, z czymś chrupiącym jest z tych, które uwielbiam ;)

Ocena: 9
Cena: 0,98 
Gdzie kupiłam: miejscowy spożywczy
Kaloryczność: 494/100g
                      114 kcal - paluszek

piątek, 21 sierpnia 2015

R&R Ice Cream, Daim (w kubeczku)

Ciągle narzekam, że nic u mnie nie ma. Nie myślcie nawet, że pojawiły się te lody. Strasznie chciałam ich spróbować, korzystając więc z okazji wizyty w większym sklepie postanowiłam to uczynić. Miałam wszamać od razu, ale cóż, raz kozie śmierć, przywiozę je do domu! Stojąc przed lodówką  pełną wymarzonych ochładzaczy myślałam, że się rozkleję. Tyle pyszności, kolorowych papierków. Sumiennie wzięłam jednak małe, czerwone pudełko, reszcie powiedziałam tylko: Nie martwcie się, mamusia po was wróci! XD


Małe opakowanie, w sam raz na raz, wściekle czerwone, z dużym napisem "Daim", czy da się go nie zauważyć? Skrywa ono w sobie Lody karmelowe z kawałkami czekolady mlecznej z chrupiącym nadzieniem karmelowo-migdałowym.


Po zerwaniu wieczka ujrzałam jasnego kremowo-beżowego loda, zwieńczonego kilkunastoma kuleczkami. Nie zwlekałam długo i wbiłam łyżeczkę, nie sprawiło to większego trudu, lody nie są tware jak kamień, nie są też zbyt miękkie, nie topią się szybko (przetrwały 20min drogi ^^)
Masa lodowa jest słodka i karmelowa, co mogę o niej więcej powiedzieć? A no nic, po prostu pyszna!
Samego Daima nie jadłam więc nie mogę stwierdzić czy kawałeczki były identyczne. Chrupiący, karmelowy środek otulała warstwa smacznej, mlecznej czekolady. Nie wyczułam tylko migdałów, ale nie odjęło to smaku. Było ich sporo, również we wnętrzu kubeczka, stanowi to ich kolejny duży plus. 
Ariettę opisałam wcześniej jako kremową-błąd-to są kremowe lody (ach, nie jadłam np. Haagen Dazs ;/)


Przepyszne karmelowe, słodkie, ale co ważne nie przesłodzone. Dobrze, że nie miałam większego opakowania, bo pewnie i tak poszłoby na raz.
Co tu więcej mówić, zakup udany, teraz mam jeszcze większego smaka na inne.
Nie jedliście? Nie ma na co czekać! Szukajcie i kupujcie ;)


Ocena: 10
Cena: do 5 zł
Gdzie Kupiłam: Carrefour
Kaloryczność: 136/100ml
       252 kcal w kubku
Podobał Ci się wpis? Masz odmienne zdanie, a może jakieś rady? Chętnie posłucham wszystkiego i wszystkich z osobna. Będzie mi miło, gdy zostawicie ślad swojej obecności ;)